O’Mara przez chwilę nie wiedział, jak zareagować. Dopiero po chwili odchrząknął i odparł:

— Nie.

— Jesteś uzdrawiaczem? — spytał Crenneth. — Jeśli tak, jaki jest twój stopień starszeństwa?

— Nie — powtórzył O’Mara. — Jestem psychologiem.

Bez kwalifikacji, dodał w myślach.

— Zatem jesteś uzdrawiaczem umysłu — uznał Kelgianin. — Jaka to różnica?

— Może porozmawiamy o tym innym razem, w jakiejś wolnej chwili — odparł O’Mara, uznając, że nie powinien informować tej dociekliwej istoty o swoich brakach w wykształceniu i wątpliwościach. — Wcześniej chciałem zapytać, gdzie was najpierw zaprowadzić? Do waszych kwater czy do stołówki? Bagaże ze statku zostały już odesłane do miejsc zakwaterowania.

— Jestem głodny — powiedział inny gąsienicowaty, jeżąc lekko sierść. — Po niejadalnym żarciu ze statku wasza stołówka będzie miłą odmianą.

— Niczego nie gwarantujemy — odparł oschle O’Mara.

Crenneth wzburzył futro.

— Najpierw kwatery — powiedział w sposób sugerujący, że to on jest najważniejszy w grupie. — Prowadź. Czy Ziemianie mogą rozmawiać w trakcie marszu? Wydaje mi się, że utrzymanie podobnego ciała w postawie wyprostowanej musi wymagać koncentracji. Czy twoje ruchy głowy w dół i w górę oznaczają potwierdzenie czy zaprzeczenie?

— Potwierdzenie — rzekł O’Mara i ruszył jako pierwszy. Miał wrażenie, że Crenneth chciał powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymał. Dochodzili do końca długiego korytarza o niepomalowanych jeszcze ścianach. Z przodu dobiegały coraz donośniejsze odgłosy pracy brygad budowlanych. Między wyciem świdrów i uderzeniami młotów można było usłyszeć ludzkie głosy.



29 из 253