Nie zmieniłem ubioru, aby nie utrudniać identyfikacji. Nie musi mi więc pan współczuć. Nie musi też pan zważać na moje urażone odczucia. Nie ma takowych, urażonych czy jakichkolwiek innych. Jako cywil nie muszę już nawet zwracać się do pana „sir”…

— Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek się pan tak do mnie zwracał — przerwał mu Skempton z uśmiechem. — Niemniej pana będą tak teraz tytułować wszyscy, zarówno cywile, jak i personel wojskowy. Niezależnie od tego, czy naprawdę darzyć pana będą szacunkiem. Dobrze radzi pan sobie z megalomanią, O’Mara?

— …jeśli więc chciałby mi pan cokolwiek przekazać, doradzić albo przed czymś ostrzec, zajmijmy się tym od razu — ciągnął O’Mara, nie zwracając uwagi na pytanie. — Chętnie usłyszę wszystko, co nie jest tajne, choć zapewne nie skorzystam z żadnej porady.

Potem prosiłbym o przedstawienie mi personelu wraz ze wskazówkami, na kogo tu działają pochwały, a na kogo lepiej ruganie. O ile jest ktoś taki. Co zaś do megalomanii, będzie to zbyt krótki przydział, aby naprawdę zdołała się rozwinąć.

Skempton pokiwał głową ze współczuciem.

— Wybór i wyszkolenie dobrego następcy może trochę potrwać — powiedział poważnie.

— W tej sytuacji pozostanie pan na tym tymczasowym stanowisku tak długo, jak sam uzna za stosowne. Albo jak długo będzie pan chciał.

— To komplement czy kuszenie? — spytał O’Mara.

— Jedno i drugie — odparł pułkownik. — A poważnie, najważniejsze w tej pracy to pozostawać wobec każdego uprzejmym i zdecydowanym. W tym gabinecie nie będzie pan miał do czynienia z cudzymi problemami emocjonalnymi. Ktokolwiek się tutaj zjawi, będzie pewien, że jest inteligentniejszy, zdrowszy na umyśle i bardziej kompetentny niż pan. I że lepiej sprawowałby pański urząd. Czasem może rzeczywiście, niemniej nie myślą o tym na serio, w pełni oddani karierze medycznej.



39 из 253