— Pomagałem udrożnić system kanalizacyjny na poziomie trzydziestym trzecim, gdy wezwał mnie pan…

— Czy mogę wiedzieć, co skłoniło mojego asystenta do spraw ksenopsychologii do grzebania w latrynach?

— Cztery powody — odparł O’Mara. — Brygadzistę akurat gdzieś odwołano, a jego ludzie nie wiedzieli, jak się do tego zabrać. Ja zaś miałem już do czynienia z podobnym problemem w poprzednim miejscu pracy. No i nic nie goniło mnie akurat do innych zajęć, oni zaś dla odmiany poprosili mnie uprzejmie o pomoc.

W przypadku Craythorne’a nawet irytacja objawiała się w stonowany sposób.

— Proszę uważnie posłuchać. Niech pan nigdy nie podejmuje się podobnych zadań tylko dlatego, że ma pan stosowne doświadczenie albo usłyszy uprzejmą prośbę. Od tej chwili pańska pozycja ma być dokładnie określona. W tym właśnie celu wprowadzam pana do Korpusu Kontroli z natychmiastowym awansem…

Urwał i spojrzał uważnie na O’Marę.

— Chyba chce pan coś powiedzieć. Być może będzie to mało przyjemne, ale proszę sobie ulżyć, zanim pan wybuchnie.

O’Mara zaczerpnął głęboko powietrza i spróbował się uspokoić. Czuł wykwitający na twarzy mocny rumieniec.

— Nie podoba mi się pomysł szybkiego awansu w cywilnych strukturach, sir, ponieważ w odróżnieniu od pana nie umiem zachowywać się w sposób wyważony. Nie umiałbym wydawać poleceń, nie wywołując przy tym poważnych konfliktów. Najpierw muszę poprawić swoje maniery, nauczyć się lepszej samokontroli i w ogóle znaleźć sposób, aby żyć z tym wszystkim. Nie osiągnę tego, wstępując do opartej na dyscyplinie organizacji militarnej, jaką jest Korpus Kontroli. Samo przejście przez podstawowy kurs, z nauką musztry i salutowania… Wie pan, że nie lubię, gdy ktoś mi rozkazuje, zatem pewnie wytrwałbym tam góra tydzień. Nie chciałbym nikogo obrazić…

— Jeśli to pomoże panu wyrazić osobiste odczucia, może pan nawet i obrażać — wtrącił się Craythorne. — Oczywiście w granicach rozsądku.



52 из 253