Zostanie pan specjalistą od psychologii obcych i będzie robił to samo, co dotąd. Bez konieczności przejmowania się kapralami, chociaż sugerowałbym czasem wysłuchiwać ich rad…

Major oparł się wygodnie w fotelu i spojrzał zdecydowanie na O’Marę.

— Niemniej rozkazy będzie musiał pan wykonywać — dodał. — Zwłaszcza moje.

Pierwszy to rozkaz, aby się pan umył. Potem proszę się zgłosić do technika Wenalonta w dziale utrzymania na pięćdziesiątym pierwszym poziomie, pokój osiemnaście. Przerobił już standardowe umundurowanie na pańskie wymiary. Zajmował się tym przez ostatnie dwa tygodnie i właśnie zameldował, że wszystko jest gotowe do przymiarki. — Spojrzał na zegarek.

— O piętnastej ma się pan zameldować z powrotem u mnie na ważną odprawę w sprawach technicznych, prowadzoną przez jedną z naszych medycznych osobistości. Pan ma wtedy wyglądać i pachnieć jak należy. Wykład potrwa dość długo, proszę więc nie zapomnieć o lunchu.

O’Mara był ciągle zbyt zaskoczony, aby pozbierać myśli. Bez słowa skinął głową i ruszył do drzwi. Craythorne postukał delikatnie knykciami o blat biurka.

— A jeśli usłyszę jeszcze kiedyś o czyszczeniu latryn, pańska kariera błyskawicznie dobiegnie końca — dodał. — Zrozumiał pan, poruczniku O’Mara?

W drodze na poziom pięćdziesiąty pierwszy O’Mara nie napotkał żadnych przeszkód.

Dopiero teraz, gdy major mu o tym wspomniał, zauważył, że sprzęt budowlany prawie zniknął z korytarzy. To, co jeszcze zostało, było demontowane i usuwane przez ludzi w zielonych ubiorach roboczych Korpusu. Jedyni cywile, których napotkał, nosili białe fartuchy albo opaski wskazujące na personel medyczny. Długo zastanawiał się, jak właściwie powinien rozmawiać z Wenalontem, ale ostatecznie to tamten okazał się o wiele bardziej gadatliwy.



54 из 253