— I co to ma być? — przerwał mu O’Mara, który nie cierpiał pytać dwa razy o to samo.

Skempton uśmiechnął się wymuszenie.

— Dobra wiadomość jest taka, że to tymczasowa funkcja — odparł po chwili wahania. — Do czasu, gdy wybierze pan i wyszkoli należycie swojego następcę.

Nagły gwar głosów zablokował autotranslator, który doniósł irytującym brzęczeniem o przeciążeniu obwodów. O’Mara odczekał, aż przy stole zapanuje cisza.

— A zła wiadomość? — spytał.

Skempton wolałby chyba nic nie mówić, ale gdy się odezwał, jego głos brzmiał całkiem pewnie.

— Poświęcił pan naszemu Szpitalowi wiele lat ciężkiej pracy, majorze, czy raczej już eksmajorze O’Mara. Zgadzam się w pełni z opinią wyrażoną przez większość członków Rady, że bez pana nie mógłby on funkcjonować, zwłaszcza w pierwszych latach po otwarciu.

Niemniej wybranie i wyszkolenie następcy, który mógłby przejąć pańskie funkcje w możliwie jak najpłynniejszy sposób, może się okazać największym spośród wyzwań, przed którymi pan dotychczas stanął. A gdy dokona pan już tego w satysfakcjonujący pana sposób…

Pułkownik przerwał i na jego twarzy odbiły się współczucie, wahanie i obawa, jakby było mu z jednej strony przykro, z drugiej zaś lękał się emocjonalnej reakcji O’Mary.

— Cóż, jak wspomniałem, pracuje pan już tutaj bardzo długo. Gdy tylko wykona pan swoje zadanie, oczekiwać będzie się od pana, że odejdzie pan na zasłużoną i nad wyraz opóźnioną emeryturę.

ROZDZIAŁ DRUGI

O’Mara milczał przez całą resztę spotkania i w milczeniu oddalił się po nim do swojego biura, zanim ktokolwiek zdążył mu pogratulować awansu czy wyrazić współczucie w związku z zapowiedzią przymusowego przejścia na emeryturę. Wiedział jednak, że nikogo takie zachowanie nie zdziwi, jako że pasowało do jego wizerunku.



8 из 253