
– Dziękuję, Pani…
– …Śmierć.
– No tak – rzekłem. – Teraz proszę opowiedzieć mi wszystko o tym niby – Celinie. Wspomniała pani o jakimś antykwariacie?
– Właśnie, często wpada do antykwariatu Reda, przegląda książki… pyta o Faulknera, Carson McCullers. Charlesa Mansona…
– Wpada do antykwariatu, tak? Hmmm…
– Tak – potwierdziła. – Znasz Reda. Nie lubi, jak klienci za długo kręcą się po sali. Gość może wydać u niego i z 1000 dolców, ale niech tylko postoi sobie chwilkę, a Red już pędzi do niego z mordą. „Wynocha mi stąd!” – wrzeszczy. Red jest w porządku, ale czasem odbija mu szajba. W każdym razie co rusz wyrzuca Celine'a, a wtedy ten lezie do Mussa i siedzi tam z nosem na kwintę. Mija dzień czy 2, po czym znów się zjawia w antykwariacie i historia się powtarza.
– Celinę nie żyje. On i Hemingway odeszli w odstępie jednego dnia. 32 lata temu.
– Wiem o Hemingwayu. Zabrałam Hemingwaya.
– Jest pani pewna, że to był Hemingway?
– Nie ma dwóch zdań.
– Więc skąd te wątpliwości, czy ten Celinę to autentyczny Celinę?
– Sama nie wiem. Mam jakiś blok, jeśli o niego chodzi. Nigdy dotąd mi się to nie zdarzyło. Może za długo bawię się w te klocki.
Dlatego przyszłam do ciebie. Barton mówi, że jesteś dobry.
– I myśli pani, że prawdziwy Celinę wciąż żyje? I go pani chce, tak?
– Zgadłeś, mądralo.
– Belane. Nazywam się Nick Belane.
– Dobra. Belane. Muszę mieć pewność. Mnie interesuje tylko autentyczny Celinę, a nie jakiś nędzny naśladowca. Tych jest na pęczki.
– Święte słowa.
– Dobra, bierz się do roboty. Chcę mieć największego francuskiego pisarza. Czekam już bardzo długo.
Potem wstała i wyszła. W życiu nie widziałem takiego tyłka. Brak mi słów, żeby go opisać. Brak i koniec. Nie zawracajcie mi teraz głowy. Chcę sobie pofantazjować o tym tyłku.
