Kiedy praktycznie całą powłokę młodego Hudlarianina, a także wnętrze przedziału sypialnego, pokryła już lepka substancja odżywcza o ostrym zapachu, w drzwiach zjawił się Caxton.

— Co się tu dzieje? — zapytał kierownik sekcji.

Budowniczowie stacji kosmicznych to ludzie o osobowości nieskomplikowanej — ich reakcje zawsze łatwo przewidzieć. Caxton był typem człowieka, który zawsze pyta, co się dzieje, nawet kiedy dobrze wie, tak jak w tym wypadku, a zwłaszcza wtedy, gdy takie niepotrzebne pytania mają po prostu komuś dopiec. O’Mara pomyślał, że w innych okolicznościach kierownik sekcji jest zapewne całkiem znośnym osobnikiem, ale jak dotychczas dla nich obu owe „inne okoliczności” nie zaistniały.

Odpowiedział na pytanie, nie okazując złości, którą kipiał.

— Po tym wszystkim — dodał na zakończenie — chyba będę trzymał tego malca na zewnątrz i tam go karmił.

— Nie ma mowy! — rzucił Caxton. — On ma tu być cały czas. Ale o tym później. Teraz chciałbym dowiedzieć się czegoś o wypadku, to znaczy poznać pańską wersję.

Jego wzrok mówił, że gotów jest wysłuchać O’Mary, ale już z góry wątpi w każde jego słowo.

* * *

— Zanim powie pan coś więcej — przerwał Caxton, gdy O’Mara zdołał wypowiedzieć dwa zdania — chciałbym przypomnieć, że ta budowa podlega jurysdykcji Korpusu Kontroli. Zazwyczaj Kontrolerzy pozwalają nam samodzielnie załatwiać wszystkie sprawy, ale tym razem wchodzą w grę przedstawiciele innej rasy i Korpus musi się włączyć. Będzie śledztwo. — Postukał palcem w małe płaskie pudełko, które miał na piersi. — Muszę pana ostrzec, że nagrywam każde pańskie słowo.



4 из 223