
O’Mara skinął głową i monotonnym, cichym głosem zaczął opisywać przebieg wydarzeń. Wiedział, że jego wyjaśnienia oparte są na kruchych podstawach, a przedstawienie jakiegokolwiek faktu tak, aby mógł przemawiać na jego korzyść, uczyniłoby je jeszcze bardziej nienaturalnymi. Kilka razy Caxton otwierał usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale za każdym razem rezygnował. W końcu jednak odezwał się.
— Ale czy ktoś widział, że pan to zrobił? Albo choćby widział, że tych dwoje Hudlarian porusza się w strefie zagrożenia, przy zapalonych światłach ostrzegawczych? Ułożył pan sobie składną historyjkę, która wyjaśnia powód ich bezsensownego zachowania, a przy okazji robi z pana niezgorszego bohatera, ale może jednak włączył pan te światła dopiero po wypadku i właśnie pańskie zaniedbanie go spowodowało, natomiast cała ta gadanina o malcu, który zaplątał się tam, gdzie nie powinno go być, to stek kłamstw, które mają pana oczyścić z bardzo poważnego zarzutu…
— Waring mnie widział — przerwał mu O’Mara.
Caxton wbił w niego wzrok, a na jego twarzy wyraz hamowanego gniewu ustąpił miejsca niesmakowi i pogardzie. O’Mara poczuł, że mimo woli się rumieni.
— Waring, co? — powiedział kierownik sekcji beznamiętnym tonem. — Bardzo sprytnie. Pan wie i wszyscy wiedzą, że stale się pan z niego natrząsał, kpiąc i przedrzeźniając do tego stopnia, że musi pana nienawidzić bardziej niż diabła. Nawet jeśli widział pana, sąd będzie się spodziewał, że i tak nic nie powie. A jeśli pana nie widział, sąd pomyśli, że istotnie widział, ale nie chce powiedzieć. O’Mara, pan mnie przyprawia o mdłości. — Obrócił się i ruszył w stronę śluzy. Przekroczywszy próg, obrócił się ponownie. — Potrafi pan tylko rozrabiać, O’Mara — rzekł gniewnie. — Jest pan jedynie zgryźliwą, kłótliwą kupą mięśni i kości, która ma jednak tyle kwalifikacji, że nie opłaci się jej wyrzucić. Może zdaje się panu, że to dzięki zdolnościom dostał pan ten przedział na własność. Wcale tak nie było; jest pan dobry, ale nie do tego stopnia. Prawda jest taka, że nikt z mojej sekcji nie chciał z panem mieszkać…
