
– Zapytam ich – odpowiedziała szybko. – Mają już kogoś na moje miejsce, ale nie wiem, czy chodzi o stałą pracę, czy tylko do końca sezonu.
– Kiedy kończy się sezon, przyjezdni uciekają stąd, bo robi się nudno i ciężko. Jestem pewien, że tak samo jest i w tym przypadku.
Purdy uśmiechnęła się, jednak Nat nie odpowiedział jej tym samym. Niestety. A przecież potrafił tak pięknie, tak cudownie się uśmiechać…
Policzki ją paliły, oddech stał się dziwnie szybki… Na Boga, co się z nią działo?
Szybko odwróciła wzrok do okna i zajęła się swymi myślami.
Jeśli udałoby jej się wrócić do Cowen Creek, może Ross uwierzyłby wreszcie, że Purdy marzy tylko o tym, by na zawsze pozostać w Australii? I przestałby ją traktować jak jedną z przyjezdnych dziewczyn, które każdego lata rozpoczynają pracę w Cowen Creek, a gdy sezon dobiega końca, odjeżdżają, by już nigdy się nie pojawić.
Propozycja Nata oznaczała, że nie byłoby jej tu miesiąc, może odrobinę dłużej, a to nawet jak na Rossa zbyt krótki czas, by o niej zapomniał. Co więcej, może stęskniłby się za nią? Mówią przecież, że rozłąka wzmacnia uczucie…
Purdy rzuciła ukradkowe spojrzenie w kierunku Nata.
Miał kilka lat więcej niż Ross i nie był tak przystojny, jednak z całą pewnością zasłużył na miano atrakcyjnego mężczyzny. Jak więc zareaguje Ross, gdy dowie się, że Purdy zamierza spędzić w towarzystwie Nata cały miesiąc?
Może stałby się zazdrosny? – przebiegło jej przez myśl.
Gdy przypomniała sobie, z jaką rozpaczą patrzyła w przyszłość jeszcze godzinę temu, uśmiechnęła się sama do siebie.
