– Daliśmy znać straży pożarnej i zarządowi lasów! – krzyknął jeden z mężczyzn. – Szybko, bierzcie łopaty i siekiery!

– Trzeba tam jechać! – krzyczał drugi. – Weźcie wasze konie!

– Jedźmy naszą ciężarówką! – powiedział Jupiter.

– Dobra – zgodził się Pico. – Łopaty i siekiery są w stajni.

Rosły Hans pobiegł zapuścić motor ciężarówki, a pozostali taszczyli ze stajni narzędzia. Diego i wujek Tytus wsiedli spiesznie do szoferki. Wszyscy inni stłoczyli się na otwartej platformie, uczepiwszy się boków, gdy ciężarówka ruszyła. Pico, bez tchu, przedstawił dwóch mężczyzn, którzy wszczęli alarm.

– To nasi przyjaciele, Leo Guerra i Porfirio Huerta. Ich rodziny od wielu pokoleń pracowały na hacjendzie Alvarów. Teraz Leo i Porfirio mają małe domy wyżej, przy drodze, i pracują w mieście, ale wciąż pomagają nam na ranczu.

Dwaj niscy, czarnowłosi mężczyźni uprzejmie przywitali się z chłopcami. Potem, gdy Hans wyjechał na wąską bitą drogę, wiodącą ku górom przez ranczo Alvarów, patrzyli przed siebie z niepokojem ponad dachem szoferki. Na ich suchych, wysmaganych wiatrem twarzach malowała się troska. Tarli nerwowo ręce o swe stare, połatane dżinsy.

W miarę jak ciężarówka posuwała się na północ, dym gęstniał i niemal zdławił światło pochmurnego dnia. Detektywi tylko mgliście zdawali sobie sprawę z tego, co mijali – ledwie można było rozpoznać ogród warzywny z rowami nawadniającymi i na polu stado koni, galopujących na południe. Początkowo droga biegła równolegle do wyschniętego strumienia i pasma wzgórz za nim. Później, bliżej gór, rozwidlała się. Pożar wybuchł na wprost prawego odgałęzienia. Hans skierował ciężarówkę na wyboistą drogę, wjeżdżając w rozchodzący się wokół dym. Droga skręcała do suchego strumienia, który kończył się nagle u stóp wysokiego, skalistego wzgórza. Zaraz za tym punktem kończyło się samo wzgórze i ciężarówka minęła starą, kamienną tamę na prawo od drogi. Poniżej tamy, wyschnięte koryto Santa Inez zataczało łuk na południowy wschód, wzdłuż przeciwległego zbocza długiego wzgórza. Powyżej tamy znajdował się rezerwuar – nie większy od wąskiego stawu u podnóża niskiej góry. Gdy ciężarówka objeżdżała dookoła staw, ukazały się skaczące w górę przez dym płomienie.



14 из 109