
Samochód minął już obrzeża Seaside i Hans zwolnił, rozglądając się za podaną mu przez Jupitera ulicą. Po przejechaniu jeszcze dwóch kilometrów ciężarówka zatrzymała się.
– Myślę, że to musi być gdzieś w pobliżu – powiedział Hans. Wszędzie naokoło widać było jedynie szpalery palmowych drzew. Jeśli były tu jakieś domy, musiały być ukryte gdzieś za nimi. Pete dostrzegł mały napis na białej skrzynce na listy.
– H.H. Allen – przeczytał głośno. – To tutaj.
Chłopcy wyskoczyli z samochodu.
– Wiesz, Hans, te wstępne czynności powinny nam zająć w przybliżeniu dwie godziny – powiedział Jupiter. – Dasz radę załatwić przez ten czas wszystkie zakupy i dostawy, a potem wrócić po nas?
– Jasne, bez problemu – od parł krzepki Bawarczyk. Zawrócił ciężarówkę, pomachał im ręką i skręcił w wąską uliczkę prowadzącą do centrum.
– Najpierw musimy się trochę rozejrzeć – powiedział Jupiter. – To może się nam przydać w rozmowie z panem Allenem. Lepiej być zorientowanym w terenie.
Domy pobudowane były na wysokiej skarpie, wychodzącej na ocean. Najbliższa okolica robiła wrażenie dość odludnego zakątka. Chłopcy skierowali się ku nie zamieszkanej parceli sąsiadującej z rezydencją reżysera i podeszli aż do krawędzi urwiska.
– Miło tu i spokojnie – stwierdził Bob, spoglądając na ciągnącą się w dole plażę i migotliwą toń oceanu.
– Niezłe warunki do surfowania – mruknął Pete, przyglądając się przybrzeżnym falom. – Nic nadzwyczajnego, ale te metrowe bałwany morskie są w sam raz. Myślę, że wieczorem, kiedy zaczyna się przypływ i łamie się wysoka fala, ten smok może się czuć tu jak w raju. Ma się w czym chować.
Jupiter skinął potakująco głową.
– Masz rację, Pete. O ile ten smok rzeczywiście istnieje – powiedział powoli, a potem wyciągnął szyję i spojrzał w dół. – Pan Hitchcock powiedział, że tu są jaskinie. Ale stąd wcale ich nie widać. Potem, po rozmowie z panem Allenem, zejdziemy na dół i postaramy się je obejrzeć.
