Bob przeciągnął oczami po bezludnej plaży, jaśniejącej daleko w dole.

– Jak się tam dostaniemy?

Pete wyciągnął rękę w kierunku niepewnie wyglądających, zniszczonych przez deszcze i wichry, drewnianych stopni.

– Bob, widzisz te schodki? Idą przez całe urwisko, aż do dołu.

Jupiter przeleciał wzrokiem wzdłuż skarpy.

– Patrzcie, łam dalej są jeszcze jedne. Z drugiej strony też. W sumie nie ma ich jednak zbyt wiele. No, dobra, myślę, że mamy już obraz tego terenu. Chodźmy teraz posłuchać tego, co ma nam do powiedzenia pan Allen.

Odwrócił się i poprowadził swych przyjaciół do ukrytej w zielonym żywopłocie bramy. Cała trójka weszła do środka. Kręta ścieżka prowadziła do, kryjącego się pośród palmowych drzew, krzewów i dziko rosnących kwiatów, domu z wyblakłej, żółtawej cegły. Ogród był raczej zaniedbany, podobnie zresztą jak i sam dom, wzniesiony na brzeżku skalnego urwiska.

Jupiter uniósł mosiężną kołatkę i zastukał nią do drzwi.

W chwilę potem na progu stanął niski, tęgawy mężczyzna. Jego opaloną, pokrytą zmarszczkami twarz okalały siwe włosy. Spod gęstych, krzaczastych brwi spoglądały posępne, piwne oczy.

– Proszę, chłopcy, wejdźcie do środka – powiedział wyciągając rękę. – Domyślam się, że jesteście tymi zuchami przysłanymi przez mojego przyjaciela Alfreda Hitchcocka dla udzielenia mi pomocy. To wy jesteście detektywami, prawda?

– Tak, proszę pana – powiedział Jupiter, a potem wyciągnął w jego kierunku firmową wizytówkę Trzech Detektywów. – Rozwikłaliśmy już sporo różnych spraw.

Starszy pan ujął kartkę w wykrzywione artretyzmem palce i podniósł ją do oczu. Zawierała ona następujące informacje:


TRZEJ DETEKTYWI

Badamy wszystko

???

Pierwszy Detektyw…. Jupiter Jones

Drugi Detektyw… Pete Crenshaw



11 из 131