Dokumentacja i analizy…. Bob Andrews


– Te znaki zapytania – wyjaśnił Jupiter – są naszym symbolem i znakiem firmowym. Symbolizują pytania, na które nie ma odpowiedzi. Nie rozwiązane zagadki, nie wyjaśnione tajemnice. Podejmujemy się ich wyjaśnienia i rozwiązania.

Starszy pan kiwnął głową jakby na znak zadowolenia i schował kartkę do kieszeni.

– Chodźcie do mego gabinetu, żeby wszystko omówić.

Trzej przyjaciele weszli za nim do dużego, zalanego słońcem pokoju. Z zapartym tchem rozglądali się po wnętrzu domu. Ściany zapełnione były od podłogi do sufitu obrazami, stłoczonymi dosłownie jeden obok drugiego. Oprócz obrazów wisiało tam także wiele pięknie oprawionych, podpisanych fotografii słynnych gwiazd filmowych i innych sławnych osobistości.

Obszerne biurko pokryte było papierami i drewnianymi figurkami. Także na półkach z książkami stało pełno różnych przedmiotów, jakichś tajemniczych staroindiańskich figurynek i małych, dziwacznych rzeźb, rodem z Afryki. Niektóre z nich wyglądały groźnie, mogły nawet budzić przerażenie.

Właściciel wskazał chłopcom krzesła, a sam usiadł za biurkiem na dużym rzeźbionym fotelu.

– Usiądźcie, proszę. Opowiem wam, dlaczego zadzwoniłem w tej sprawie do Alfreda Hitchcocka. Mówił wam już na pewno, że jestem reżyserem filmowym?

– Tak, proszę pana, wspomniał o tym – odpowiedział Jupiter.

Pan Allen uśmiechnął się.

– Powinienem był raczej powiedzieć, że byłem nim. Od wielu już lat nic nie nakręciłem. Byłem reżyserem na długo przedtem, zanim wy przyszliście na świat. I, jak sądzę, zdobyłem nawet pewną sławę. Miałem też swoją specjalność, podobnie jak Alfred, który wyspecjalizował się w kryminalnych dreszczowcach. Nasze zainteresowania były jednak zupełnie odmienne. Alfred koncentrował się na konstruowaniu logicznych zagadek osadzonych w realnym świecie, ja natomiast kręciłem filmy wykraczające poza rzeczywistość.

– Co pan ma na myśli? – zapytał Jupiter.



12 из 131