Pete wymknął się z księgowości. Na korytarzu usłyszał, jak pan Grear mamrocze do siebie.

– Intrygant! Nie utrzyma się tutaj nawet roku. Nie wiem, jak go ścierpieli w firmie farmaceutycznej przez pięć lat!

Pete się nie odezwał. Miał kilka listów dla recepcjonisty, którego biurko stało w dużym frontowym pokoju. Dostarczył je i wszedł na piętro. Mieściły się tam biura wydawców, grafików i innych osób zajmujących się produkcją książek.

Pan Grear i pan Thomas nie odzywali się do siebie do południa. Potem zepsuła się kserokopiarka sekretariatu, co wywołało ostrą kłótnię między obu panami. Pan Thomas nalegał, by maszynę natychmiast naprawiono, a pan Grear upierał się przy zdaniu, że mechanik może przyjść następnego rana.

Przed czwartą Jupiter zaczął zbierać z poszczególnych działów listy do wysłania, a dwaj panowie wciąż wymieniali gniewne uwagi.

Kiedy Jupe wszedł do biura Beefy'ego, pani Paulson podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego. Była to pulchna kobieta o gładkiej cerze, wiele starsza od Beefy'ego, która pracowała już jako asystentka jego ojca.

Wręczyła Jupe'owi dwie koperty i przeniosła wzrok na drzwi, bo ktoś właśnie wchodził do pokoju.

– Szef czeka na pana – powiedziała, wskazując drzwi gabinetu Beefy'ego.

Jupe się obejrzał. Szczupły, ciemnowłosy mężczyzna w gabardynowym ubraniu wyminął go i wszedł do gabinetu Tremayne'a.

– To Marvin Gray. Przyniósł pracę Madeline Bainbridge. – Pani Paulson westchnęła. – Poświęcił dla niej całe życie. Czy to nie romantyczne?

Nim Jupe zdążył odpowiedzieć, z gabinetu wyszedł Beefy z plikiem papierów w ręce.

– O, Jupe, dobrze, że jesteś. Zanieś to na dół i zrób natychmiast kopię. To rękopis, tylko w jednym egzemplarzu. Pan Gray się obawia, że może zaginąć.



7 из 91