
– “Miasteczko z westernu” i “Wymarłe miasto” – przeczytał Bob na tabliczce wskazującej w lewo. – A dokąd prowadzi druga?
– Do zwierząt – odczytał Jupiter z kpiną w głosie.
Postanowili pójść w prawo. Uszli kilkaset metrów, gdy Pete dostrzegł w oddali zarysy jakiejś budowli.
Może to biuro pana Halla.
– Wygląda jak chałupa – powiedział Jupe, gdy podeszli bliżej. – Za nią widać chyba zagrodę.
W tym momencie dziwny, przenikliwy krzyk rozdarł powietrze. Chłopcy zamarli, a następnie, tknięci tą samą myślą, dali nura w krzaki.
Pete wychylił się zza grubego pnia palmy i wpatrzył się w chałupę na końcu drogi. Jupe i Bob patrzyli w tym samym kierunku zza krzaka, za którym się ukryli. Serca waliły im jak młotem. Czekali w napięciu, czy powtórzy się ów krzyk, ale wokół panowała cisza.
– Jupe – szepnął Pete – co to było?
– Nie bardzo wiem. Może gepard.
– Mogła być małpa – szepnął Bob.
Przycupnięci w zaroślach czekali nadal.
– Psiakość! – zaklął Pete ochryple. – Przyszliśmy tu wyjaśnić sprawę nerwowego lwa. Nikt nam nie mówił o nerwowej małpie czy o gepardzie.
– Można się było spodziewać, że zwierzęta będą wydawały jakieś odgłosy – powiedział Jupe. – To zupełnie naturalne. W każdym razie, cokolwiek krzyczało, zamilkło teraz. Chodźmy do tej chaty, może się czegoś dowiemy.
Wolno, ostrożnie powrócił na drogę. Pete i Bob waHall się chwilę dłużej, w końcu przyłączyli się do niego.
– W każdym razie to, co krzyczało, jest gdzieś przed nami – mruknął Pete.
– Dzikie zwierzęta są na pewno dobrze zamknięte – powiedział Bob. – Mam nadzieję.
– Chodźcie – ponaglał Jupe. – Jesteśmy prawie na miejscu.
Drewniany domek był stary i zaniedbany. Farba obłaziła z desek. Wokół leżały rozrzucone bezładnie cebry i koryta, a ziemia była głęboko poorana kołami licznych pojazdów. Płot zagrody pochylił się. Dom stał cichy, jakby ich oczekiwał.
