
– Nie ma się czego obawiać – powiedział Bob. – Pan Hitchcock nie poleciłby nam naprawdę niebezpiecznej pracy.
– Musimy tylko sprawdzić coś dla właściciela – dodał Jupe. – Tu przychodzą turyści. To atrakcyjne i bezpieczne miejsce.
Konrad wzruszył ramionami.
– Jak mówicie, że jest bezpiecznie, to okay. Ale na wszelki wypadek uważajcie. Przyjadę po was za jakiś czas.
Pomachał im na pożegnanie i wycofał ciężarówkę na główną drogę. Wkrótce znikł im z oczu.
– No dobra – powiedział Jupe – na co czekamy?
Pete wskazał małą wywieszkę na bramie:
DZIŚ ZAMKNIĘTE
Teraz rozumiem, dlaczego tak tu pusto. Właśnie się dziwiłem. To pewnie dlatego, że kręcą tu teraz film – stwierdził Jupe. Czy pan Hall nie powinien nas tu oczekiwać? – zapytał Bob, zaglądając przez bramę.
Jupe skinął głową.
– Spodziewałem się go, ale może mu coś wypadło.
– Na przykład problemy z nerwowym lwem – powiedział Pete. – Może ma trudności z wytłumaczeniem mu, że nie przyszliśmy tu jako jego obiad.
Jupe pchnął bramę. Ustąpiła od razu.
– Nie zamknięta – ucieszył się. – Pewnie ze względu na filmowców, żeby mogli swobodnie wchodzić i wychodzić. Albo dla nas. Chodźmy.
Brama zamknęła się za nimi z trzaskiem. Wśród drzew rozbrzmiewał donośny świergot, zmieszany z chrapliwym skrzeczeniem.
– Małpki i ptaki – stwierdził Jupe. – Nieszkodliwe stworzenia.
– To się okaże – powiedział cicho Bob.
Poszli wąską i krętą drogą, biegnącą wśród drzew i gęstych zarośli. Z drzew zwieszały się pokręcone grube pędy.
– Rzeczywiście wygląda jak dżungla – zauważył Pete.
Szli wolno, popatrując podejrzliwie na gęste zarośla. Może czai się tam jakieś zwierzę, gotowe do skoku? Dziwne odgłosy nie ustawały i znowu rozległ się głęboki, wibrujący ryk.
Doszli do rozwidlenia drogi i przystanęli pod drogowskazem.
