
Pete Crenshaw, najsilniejszy z trójki, stał teraz z nieszczęśliwą miną nad stertą żelastwa, która pozostała na ciężarówce po wyładowaniu klatek.
– Okay, bierzmy się za to – powiedział bez entuzjazmu. Wyszarpnął kilka długich sztab, zarzucił je sobie na ramię i ugiął się pod ich ciężarem. – Gdzie mam to złożyć, Jupe?
Jupe wskazał miejsce koło biura.
– Tam je ułożymy.
Pete mruknął coś i wycofał się ze swym ładunkiem. Następnie Jupe i Bob podawali Pete'owi kolejne sztaby i pręty. Praca szybko posuwała się naprzód i wkrótce na ciężarówce został tylko jeden gruby pręt.
Pete podszedł, rozcierając dłonie.
– Dobra, Jupe, dawaj ten ostatni.
Jupe pochylił się, by podać pręt, ale zawahał się. Zważył pręt w dłoniach.
– Odłóżmy go lepiej. Akurat takiego szukałem.
Bob spojrzał na niego zaciekawiony.
– Do czego? Zakładasz własny skład złomu?
– Ten pręt jest krótszy od innych. Można go użyć do zabezpieczenia drzwi naszej Kwatery Głównej.
– Zabezpieczenia?
Jupe poczerwieniał.
– Zaczyna mnie nudzić czołganie się przez tunel, ile razy chcę się dostać do Kwatery Głównej. Trzeba ułatwiać sobie życie. Myślałem o odblokowaniu drzwi.
Bob i Pete uśmiechnęli się do siebie na to wykrętne wyjaśnienie. Prawda była taka, że Jupe był nieco za gruby, żeby mogło go bawić korzystanie z sekretnego tunelu.
Jupe zeskoczył z ciężarówki i skierował się w stronę stert złomu okalających przyczepę.
– Pewnie wujek Tytus nie będzie tego prętu potrzebował, zresztą możemy mu to odpracować.
Pete otarł pot z czoła.
– Myślę, że już odpracowaliśmy. Mów co chcesz, ale odwaliliśmy w godzinę pracę na cały dzień.
– Co teraz, Jupe… – zaczął Bob, lecz w tym momencie dostrzegli, że nad prasą drukarską zamigotało czerwone światełko.
