
Reżyser mieszkał w górach Santa Monica, w domu, który był niegdyś restauracją U Charliego. Nowy właściciel przerobił wielki budynek i dostosował go do swoich potrzeb. Kiedy rolls skręcił na podjazd, chłopcom mignęła na moment rurka neonu wzdłuż okapu dachu – pozostałość po przeszłości.
Jupiter pochylił się do przodu i dotknął ramienia szofera, wysokiego Anglika, Worthingtona.
– Jesteśmy na miejscu. Proszę na nas zaczekać. Nie zabawimy długo.
– Doskonale – odparł Worthington. Delikatnie zatrzymał stary samochód i wysiadł, by otworzyć chłopcom tylne drzwi. – Ufam, że pan Hitchcock ma dla was interesującą misję, młodzieńcy.
– Mamy nadzieję – powiedział Bob. – Było dość nudno ostatnio. Przydałoby się trochę emocji.
Pan Hitchcock przywitał chłopców serdecznie i poprowadził do swego przestronnego gabinetu. Jedną jego ścianę stanowiło olbrzymie, panoramiczne okno, przez które rozpościerał się imponujący widok na ocean. Zasiedli wokół stołu i reżyser zapytał:
– Czy czujecie się dobrze z dzikimi zwierzętami?
Jupiter, Pete i Bob spojrzeli na niego zaskoczeni. Jupe odchrząknął.
– To zależy od rodzaju zwierząt i od odległości. Powiedziałbym, że przy zachowaniu rozsądnego dystansu i odpowiednich środków ostrożności czujemy się z nimi swobodnie i interesują nas ich zwyczaje i zachowanie.
– Jupe chce powiedzieć, że je lubimy – wyjaśnił Pete. – Powiedzieć coś po prostu, jest wbrew jego naturze.
– Ale dlaczego pan pyta? – zainteresował się Bob. – Czy to ma związek z tajemniczą sprawą?
– Być może – odparł pan Hitchcock zagadkowo. – Sprawa może nic jest tajemnicza, ale wymaga zbadania. Zachodzą bowiem pewne dziwne wypadki w miejscu, gdzie znajdują się dzikie zwierzęta. Czy słyszeliście o parku-dżungli?
– Tak, jest w dolinie koło Chatwick – odpowiedział Bob. – To rodzaj farmy dzikich zwierząt. Lwy i inne zwierzęta biegają tam luzem. Taka atrakcja dla turystów.
