
– Zależy, co uważasz za blisko, Pete. Będziecie w parku-dżungli, a lew Jima tam mieszka. Normalnie nie groziłoby wam z jego strony żadne niebezpieczeństwo. Muszę was jednak ostrzec, że sytuacja się zmieniła. Nerwowy lew, każde nerwowe zwierzę może być niebezpieczne.
– Może pan zapewnić swego przyjaciela, że jego lew nie będzie jedynym nerwowym stworzeniem w parku – powiedział Bob.
– O, tak – przytaknął Pete. – Jeszcze tam nie dotarłem, a już jestem zdenerwowany.
– Czy masz jeszcze jakieś pytania, nim dam znać Jimowi, że zajmiecie się sprawą? – zwrócił się pan Hitchcock do Jupe'a.
Jupe potrząsnął głową.
– Żadnych pytań. Ale może byłoby nieźle, gdyby pan Hall szepnął o nas lwu dobre słowo!
Pan Hitchcock roześmiał się i sięgnął do telefonu.
– Przekażę mu to. Chcę od was o wszystkim usłyszeć. Do zobaczenia i życzę wam szczęścia.
Trzej Detektywi pożegnali się i wyszli. Zastanawiali się, jakiego rodzaju szczęścia można oczekiwać, gdy się ma do czynienia z nerwowym lwem.
ROZDZIAŁ 3. Powitanie w parku-dżungli
Minęło południe, gdy ciężarówka pokonała ostatnią stromiznę wąskiej drogi. Faliste góry otaczały dolinę, położoną zaledwie o trzydzieści minut drogi od Rocky Beach. Wujek Tytus wysłał po coś Konrada do Chatwick i zgodził się, by po drodze podwiózł chłopców do parku-dżungli.
– Zwolnij, Konrad – odezwał się Jupe. – To tu.
– Okay, Jupe – potężny Bawarczyk zahamował gwałtownie i ciężarówka stanęła pod główną bramą. Nad nią widniał napis:
WITAJCIE W PARKU-DŻUNGLI
opłata:
dorośli 1 dolar
dzieci 50 centów
Gdy tylko chłopcy wysiedli, otoczyły ich odgłosy parku – pohukiwania, świergot i skrzeczenie. Z oddali dobiegło głośne trąbienie i rozniosło się echem wśród wzgórz. Jakby w odpowiedzi zagrzmiał głęboki ryk. Chłopcom przebiegł dreszcz po plecach.
– Tam idziecie, chłopaki? – Konrad wskazał bramę. – Lepiej uważajcie. Chyba słyszałem lwa.
