
Jupe wyjął klucz z zamka i wypróbował go w drzwiach do holu. Pasował.
– Prawdopodobnie pasuje do wszystkich drzwi w domu – zauważył. – Panno Pilcher, przed zniknięciem ojciec pani zamknął Pete'a w łazience. Czy często traktuje tak swoich gości?
– Twój kumpel nie jest gościem – warknęła Marilyn. – Zapomniałeś, że tutaj pracuje?
– Dobrze więc, czy pani ojciec często zamyka swoich pracowników w łazience? – zapytał Jupe i zwrócił się do Pete'a. – Kiedy byłeś zamknięty, usłyszałeś głuchy łoskot. Coś upadło. Czy myślisz, że to mogło być ciało? Czy to mógłby być pan Pilcher?
– Tak… przypuszczam, że nie mógł to być nikt inny. Nikogo oprócz niego tu nie było.
– Czy na kominku palił się ogień, kiedy siedziałeś z panem Pilcherem w sypialni?
Pete potrząsnął głową.
– Nie.
– Dzień jest ciepły – zauważył Jupe. – Po co by ktoś rozpalał kominek?
Spojrzał na łóżko.
– Jedna rozdarta poduszka w holu, żadnej na łóżku. Czy ta w holu mogła być rozdarta wcześniej? Na tym łóżku powinny być chyba dwie poduszki, jak zwykle na podwójnych łóżkach.
Pete zmarszczył czoło.
– Chyba były dwie, ale nie zauważyłem dokładnie.
– Oczywiście, że były dwie – odezwała się opryskliwie Marylin. – Słuchaj, ta cała zgrywa na Sherlocka Holmesa nie robi na mnie wrażenia. Zabierajcie się na dół podawać gościom jedzenie, bo tego się od was oczekuje, i…
– Mogę do pewnego stopnia powiedzieć, co tu zaszło – odezwał się Jupiter, ignorując jej słowa. – Jest to zupełnie oczywiste. Pete wszedł do łazienki, pani ojciec wstał cicho z łóżka, wyjął klucz z zamka drzwi do holu i zamknął Pete'a., Następnie spalił coś na kominku.
Do sypialni wszedł właśnie Ray Sanchez,
– Musiało to być coś, co nie mogło wpaść w czyjeś ręce – powiedział. – Jest bardzo skryty.
