Jego mistrzostwo ciocia Matylda podziwiała. Z drugiej jednak strony żywiła przekonanie, że męscy przedstawiciele rasy ludzkiej powinni od momentu, kiedy wyrastają ze śpioszków, nosić spodnie. Powiewna szata garncarza zakłócała jej poczucie ładu. Podobnie jego długie, połyskliwe, białe włosy i starannie wyczesana broda, nie mówiąc już o ceramicznym medalionie, który zwisał na skórzanym rzemyku z jego szyi. Medalion ozdobiony był szkarłatnym orłem z dwoma głowami. Ciocia Matylda była zdania, że jedna głowa to dla orła zupełnie dosyć, a dwugłowy orzeł jest tylko kolejną fanaberią garncarza.

Spojrzała teraz z dezaprobatą na stopy gościa. Jak zwykle był boso.

– Wbije pan sobie kiedyś gwóźdź w stopę – ostrzegła.

Garncarz roześmiał się.

– Nigdy nie wchodzę na gwoździe, pani Jones. Pani wie o tym. Przydałaby mi się jednak pani pomoc w innym względzie. Oczekuję…

Urwał nagle i utkwił wzrok w budce, która służyła jako biuro.

– Co to jest? – zapytał.

– Jeszcze pan tego nie widział? Wisi tu od miesiąca. – Ciocia Matylda zdjęła ze ściany biura ramę i podała garncarzowi. Pod szkłem umieszczonych było kilka kolorowych zdjęć, najwidoczniej wyciętych z pism ilustrowanych. Na jednym z nich wujek Tytus stał dumnie na tle płotu okalającego skład złomu. Artyści z Rocky Beach pokryli go malowidłami i za Tytusem widać było okręt płynący przez wzburzony, zielony ocean i wynurzającą się z wody ryby.

Poniżej było zdjęcie pana Dinglera, właściciela małego sklepu ze srebrną biżuterią, dalej fotografia jednego z obrazów marynistycznych Hansa Jorgensona i wreszcie garncarz we własnej osobie. Fotograf zrobił doskonałe zbliżenie starego człowieka. Uchwycił go w momencie, gdy ten wychodził ze sklepu spożywczego, z połyskującą w słońcu brodą, dobrze widocznym na tle białej szaty medalionem z dwugłowym orłem i bardzo pospolitą plastykową torbą zakupów w ręce. Podpis pod fotografią stwierdzał, że mieszkańcy Rocky Beach akceptują ekscentryczny strój swego miejscowego artysty.



3 из 106