
– Musiał pan doprawdy wiedzieć o tym zdjęciu – powiedziała ciocia Matylda. – Ukazało się w piśmie “Westways”. Pamięta pan? Zamieścili cały fotoreportaż o artystach z nadbrzeżnych miast.
Garncarz zmarszczył czoło.
– Nie wiedziałem. Pamiętam, że jednego dnia był tam młody człowiek z aparatem fotograficznym, ale nie zwracałem na niego uwagi. Tylu się tu kręci turystów. Gdyby tylko…
– Gdyby co? – zapytała ciocia Matylda.
– Nic. Już nic nie można zrobić – garncarz odwrócił się do Jupitera i położył mu rękę na ramieniu. – Jupiterze, chciałbym obejrzeć, co tu macie. Oczekuję gości i obawiam się, że w moim domu wyda im się… trochę goło.
– Oczekuję gości – powtórzyła ciocia Matylda. – Coś podobnego!
Było powszechnie wiadomo, że garncarz mimo pogodnego, otwartego usposobienia nie ma bliskich przyjaciół. Jupiter wiedział, że ciocia łamie sobie głowę, kogo też oczekuje garncarz. Powstrzymała się jednak od pytań i tylko poleciła Jupiterowi oprowadzić gościa po składzie.
– Wujek Tytus nie wróci z Los Angeles jeszcze przez dobrą godzinę – dodała i poszła zakręcić kran.
Jupe z wielką przyjemnością spełnił polecenie. Ciocia Matylda mogła mieć swoje zastrzeżenia, ale Jupe lubił starego pana. “Żyj i daj żyć innym” było jego dewizą i uważał, że jeśli garncarz chce chodzić boso i w białej szacie, jest to wyłącznie jego sprawa.
– A więc przede wszystkim – powiedział garncarz – potrzebuję dwóch łóżek.
– Dobrze, proszę pana.
Skład złomu Jonesa był niezwykle dobrze zorganizowany. Nie mogło zresztą być inaczej, skoro prowadziła go ciocia Matylda. Jupe poszedł z garncarzem do szopy, gdzie składano stare meble.
Znajdowały się tam komody, stoły, krzesła i łóżka. Niektóre uszkodzone lub sfatygowane latami użytku i zaniedbania.
