— Jakie więc działania chciałbyś podjąć? — zapytał Javlatanugs Cantor. Przez szacunek dla klimatu Sali Cantor Przemienił się prawie do postaci ludzkiej. Zachował jednak zarost na całym ciele i masywność swego normalnego niedźwiedziego kształtu. Nadawało mu to wygląd kogoś w rodzaju sasquatcha. Był to zresztą powód, dla którego konfederacja sasquatchów uznawała go za swojego rzecznika. — Każdy rozmnaża się wedle woli. A każde dziecko przyjmuje postać, jaką sobie życzy. To się nazywa wolność.

— To się nazywa samobójstwo — ostro zaoponował Chansa. Najnowszy członek Rady miał całkowicie ludzki wygląd, lecz jego potężny wzrost musiał być efektem Przemiany. Trzasnął teraz w stół pięścią wielkości arbuza i wbił wzrok w niedźwiedziołaka po drugiej stronie stołu. — Choć przypuszczam, że ty był* byś zadowolony, gdyby ludzie wymarli.

— Jestem człowiekiem, ty ignorancki gorylu — warknął Cantor. — I nie, nie chciałbym, żeby ludzkość zniknęła. Ale nie zgadzam się, że to jakiś problem. A nawet jeśli tak jest, nie usłyszałem jeszcze sugestii, jak to naprawić. I nie potrafię sobie wyobrazić rozwiązania, które nie wymagałoby od Rady przekroczenia swoich kompetencji. Więc nie bardzo rozumiem, po co się tu spotkaliśmy.

— Jak już powiedziałem, jesteśmy jedyną pozostałością rządu — przerwał mu Paul. — Mógłbym kontynuować? Wszyscy jesteśmy świadomi faktu, że wraz ze wzrostem jakości życia spada liczba narodzin.

— Z wyjątkiem sytuacji warunkowania kulturowego — wtrącił się Cantor.

— Ale nie istnieją już żadne kultury o dodatnim przyroście naturalnym — ostro odpowiedział mu Bowman. — Więc do niczego to nie prowadzi. Faktem jest, że wszyscy na ziemi dysponują więcej niż obfitymi zasobami. Przy elektrowniach i replikacji…



10 из 599