
— I co chcesz przez to powiedzieć? — zapytał Paul.
— Kobiety też nie wszystkie są takie same — kontynuowała Sheida. — Są kobiety, które dzięki kombinacji genetyki i kultury uwielbiają dzieci. Można je spotkać tu i ówdzie, takie, które pomimo zakazów kulturowych mają po troje, czworo i pięcioro dzieci. Ich ciała mówią „róbmy dzieci”. Nie używają już swoich ciał, dzięki Bogu, cóż by to był za bałagan, ale wciąż wychowują dzieci. Jednym z powodów, dla których maleje spadek przyrostu naturalnego, jest rosnący trend powrotu do tych genów. Zasadniczo kobiety, które nie chciały mieć potomstwa, przez ostatnie trzy tysiące lat się nie rozmnażały. Wydaje mi się, że właśnie dochodzi do wyrównania albo nastąpi ono w ciągu następnych trzystu lat. W dodatku wciąż przesuwamy granicę przedłużania życia. Żyjemy teraz do pięciuset lat. Za następne stulecie możemy dojść do tysiąca. A to całkowicie zmieni założenia.
— Jeśli w ogóle zyskamy — zaprotestował Paul. — Ty pokazujesz swoje widzenie świata, ja swoje. Szybkość postępu naukowego spadła do zera. Skoki kwantowe i replikacja zostały odkryte prawie pięć stuleci temu i stanowiły ostatnie znaczące przełomy naukowe. Pomimo twoich oświadczeń przyrost naturalny obniża się, a my popadamy w stagnację i sybarytyzm. Z każdym rokiem sta jemy się coraz mniej i mniej ludźmi i jeśli czegoś nie zrobimy, ludzkość może przepaść. Dotyka nas kryzys, a ty wciskasz głowę w piasek i paplasz o „genetyce macierzyństwa”!
— To nie paplanina, Bowman, to nauka — zaprotestowała Sheida. — Ale wygląda na to, że rozminąłeś się z logiką. Chcesz zmusić ludzi do pracy, choć ta, historycznie rzecz biorąc, nigdy nie zwiększała reprodukcji. Prawdę mówiąc, praca wręcz odciągała ludzi od rozmnażania. Muszę spytać o jedno: czy tę całą pracę mogą wykonywać ci, którzy poddali się Przemianie?
