— Moi chłopcy i siedemdziesiąta druga dywizja zatrzymali ich wzdłuż Genesee Park Avenue, a w The Park trzyma się jakaś okopana na wzgórzu kompania z czternastki. Ale coraz więcej jebanych koników wali przez ten cholerny most. Musimy wyprowadzić kontratak i zniszczyć most. Byłoby nam łatwiej, gdybyśmy mieli przy tym wsparcie pancerzy wspomaganych.

Stewart znów się skrzywił. Dla jednostek konwencjonalnych czy nawet nie opancerzonych Dziesięciu Tysięcy atak na Posleenów był ciężkim wyzwaniem. Działka magnetyczne i plazmowe zamieniały żołnierzy na otwartym terenie w mielonkę, a Wszechwładcy otwierali ciężkie czołgi jak blaszane puszki. Dlatego właśnie do szturmów zawsze używano galaktycznych pancerzy wspomaganych. Oznaczało to jednak, że ich siły malały po każdym ataku, zwłaszcza na Wielkich Równinach i tutaj, w Ontario Salient. A ponieważ Ziemia była odcięta i jedyne fabryki wytwarzające pancerze znajdowały się poza nią, z każdym starciem było ich coraz mniej.

Galaksjanie uzupełniali straty jedynie w minimalnym stopniu. Niewykrywalne statki lądowały na wyspach Pacyfiku i przeładowywały sprzęt na łodzie podwodne. Te z kolei zawijały do portów położonych na dużych szerokościach geograficznych, takich jak Anchorage. Stamtąd ładunek przewożono ciężarówkami do wciąż trzymających się punktów obrony. Ale to źródło zaopatrzenia było żałośnie niewystarczające, by pokryć ponoszone straty. Dlatego właśnie w siłach zbrojnych USA z dwóch dywizji pancerzy wspomaganych zostały niecałe dwa bataliony — dziesięć procent stanu wyjściowego — i to w ciągu ostatnich czterech lat. W tym czasie zużyto ponad cztery dywizje pancerzy.

Pierwszy batalion 555 pułku piechoty mobilnej, Prawdziwe Czarne Pantery, poniósł mniejsze straty niż inne bataliony i wciąż miał solidny zespół weteranów, chociaż nawet oni mieli ponad dwustuprocentową rotację. Przy słabym zaopatrzeniu oznaczało to jednak, że nawet pierwszy batalion jest skazany na zagładę.



17 из 511