A więc Kip nie zna swojego ojca, pomyślała z przerażeniem. Po chwili zastanowiło ją jednak coś jeszcze – czy to możliwe, aby Zane Doyle nie wiedział o istnieniu swojego syna? Cóż, po Marianne Mongrief, matce Kipa, można było spodziewać się wszystkiego.

Jill poczuła się tak, jakby ktoś ścisnął jej serce imadłem. Pomyślała, że należałoby jak najszybciej zabrać stąd chłopca. Niestety, było już na to za późno. Przystojny Zane Doyle szedł właśnie w ich stronę.

– Ja rozumiem, że szuka pani ojca tego chłopca – odezwał się nieco zakłopotanym tonem – ale to jakaś pomyłka. Ja i moja żona byliśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem. Niestety, dziesięć lat temu zginęła w katastrofie lotniczej. Dzieci nie mieliśmy. Przykro mi, że przebyła pani taki szmat drogi na darmo.

Uwierzyła mu. Podświadomie czuła, że ten mężczyzna mówi prawdę. Ale wiedziała też coś jeszcze – odnalazła właściwego człowieka, choć ten był przekonany, że jest inaczej. Podobieństwo chłopca do Zane'a było uderzające, zbyt wielkie, by mogła być mowa o nieporozumieniu.

Kilka lat temu Marianne poznała zabójczo przystojnego faceta. Prawdopodobnie wtedy, kiedy ten próbował dojść do siebie po stracie żony. W jednej chwili wszystko, czego Marianne nie powiedziała, sprawy, których nie wyjaśniła do końca, stały się dla Jill oczywiste.

Zadrżała, czując, że coraz bardziej daje jej się we znaki wysoka gorączka. Próbowała wziąć się w garść, lecz wówczas zrobiło jej się ciemno przed oczami. Zachwiała się i pewnie byłaby upadła, gdy przed upadkiem uchroniły ją silne ręce Zane'a.

– Jest pani bardzo blada. Co się dzieje? – zapytał ze szczerą troską.

– Nic – skłamała. – Po prostu strasznie boję się o Kipa – szepnęła, odważnie patrząc mu w oczy. – Tak bardzo cieszył się na spotkanie z ojcem. Będę musiała mu powiedzieć, że to pomyłka. Prawdopodobnie skierowano nas na niewłaściwą wyspę. – Nerwowo zwilżyła językiem wargi. – Ich nazwy brzmią prawie identycznie…

– Jest pani krewną chłopca? – spytał.



3 из 48