
– A więc? Słyszała pani? – zapytał Zane. – Słuchamy z zapartym tchem.
– Dlaczego tak panu zależy na odpowiedzi?
– Mi nie – odpowiedział – ale chłopcu. Widzę, że jest pani dla niego prawdziwą wyrocznią.
– Co to jest wrocznia, Jilly?
Wybuch tubalnego śmiechu Zane'a sprawił, że Jill również nie zdołała utrzymać powagi. Przyciągnęła chłopca do siebie i usadziła na kolanach.
– To znaczy, że twoja nauczycielka jest nieomylna – odpowiedział za nią Zane, a w jego głosie zabraniała lekka ironia.
– A co to znaczy nieomylna, Jilly?
Jill czuła, te płoną jej policzki.
– Pan Doyle lubi mi dokuczać – uśmiechnęła się. – Chciał powiedzieć, że jeśli jestem twoją nauczycielką, to muszę znać odpowiedzi na wszystkie twoje pytania.
– Przecież znasz! – obruszył się chłopiec. – Robbie mówi, że jesteś mądrzejsza niż jego tata.
– To był komplement ogromnej wagi – bezlitośnie kpił Zane. – Ciekaw jestem, co na to pan Barton?
Kip zareagował natychmiast:
– Jilly nie ma męża! Ale mamusia mówi, że mnóstwo różnych panów chce się z nią ożenić, tylko że ona czeka na księcia z bajki.
– Kip… – jęknęła Jill.
– Obawiam się, że na Alasce nie ma zbyt dużo… panów – roześmiał się Doyłe.
– A pan ma żonę? – z ust dziecka padło następne niedyskretne pytanie.
– Miałem, kiedyś.
– I co się stało?
– Moja żona umarła.
– Szkoda. A gdzie są pana dzieci?
– Nie mam dzieci.
– To okropne. Każdy powinien mieć dzieci. Dobrze, że mój tatuś ma mnie. Zna go pan?
– Odpowiem ci, jeśli powiesz mi jak się nazywasz.
– Mongrief, proszę pana.
ROZDZIAŁ DRUGI
– Nie, nie sądzę, żebym go znał – odpowiedział Zane po chwili milczenia, które zdaniem Jill trwało podejrzanie długo.
Przycisnęła chłopca mocniej do siebie. Czuła, jak po jej skroni spływają krople potu. Dziwne zaniepokojenie w głosie mężczyzny świadczyło o tym, że nazwisko Mongrief nie jest mu obce.
