Jak twierdziła Marianne, miało ono szkocki rodowód. Po śmierci ojca, wraz z matką przeprowadziła się do Północnego Idaho, gdzie mieszkali jej krewni. Wszyscy oni z czasem uzyskali amerykańskie obywatelstwo, ale mimo to ich ciężkie warunki materialne wcale się nie poprawiły.

Marianne potrzebowała pieniędzy, więc wkrótce wyjechała na Alaskę w poszukiwaniu pracy. Prawdopodobnie właśnie wtedy poznała Zane'a Doyle'a. Jill była święcieprzekonana, że w całym stanie nie znajdzie się nikt o takim nazwisku.

– Patrz, Kip! – W panice próbowała odwrócić uwagę chłopca. - Przyjrzyj się. Widzisz ruch między drzewami?

– Gdzie?

– Tam, przed nami. – Drżącym palcem wskazała gęste skupisko sosen, porastających niewielkie wzniesienie.

– Jelenie! Widzi pan? – wykrzyknął zaaferowany malec, odwracając się w stronę kierowcy.

– Mów mi Zane, chłopcze. Masz dobry wzrok.

– Ale to Jill zauważyła je pierwsza! – przyznał Kip z rozbrajającą szczerością. – Tata Robbie'ego mówi, że ona ma oczy z tyłu głowy. – Przysunął się jeszcze bliżej kierowcy i zapytał: – Zane, czy ty mieszkasz w przyczepie?

– Nie. Ale bądź cierpliwy, za chwilę zobaczysz mój dom.

Jill z niechęcią przyznała się sama przed sobą, że tak samo jak Kip nie może się doczekać, kiedy będą na miejscu. Ciekawa była, czy na zaśnieżonym pustkowiu pojawią się wreszcie jakiekolwiek ślady cywilizacji.

Tymczasem Zane skręcił w drogę wiodącą stromym górskim zboczem. Po kilku minutach mozolnej wspinaczki samochód znalazł się po drugiej stronie wzniesienia i wtedy…

– Och! – Ten okrzyk wyrwał się jednocześnie Kipowi i Jill, kiedy ich oczom ukazał się nowoczesny dwupiętrowy dom.

Był to jedyny budynek w okolicy. Stał na polanie, z której rozpościerał się widok na całą zatokę. Jill natychmiast pomyślała o tym, jak wspaniale to miejsce musi wyglądać w lecie, kiedy kwiaty zmieniają górski krajobraz w różnobarwny kobierzec.



8 из 48