
– Fantastyczny widok! – wykrzyknęła zachwycona.
– Dokładnie to samo powiedziałem, kiedy znalazłem się tu po raz pierwszy.
– Kiedy to było? – Zadając to pytanie, poczuła się jak ciekawski Kip.
– Dwadzieścia lat temu, gdy ta część wyspy była jeszcze zupełnie dziewicza.
– Mieszkasz tu sam? – Teraz odezwał się chłopiec.
– Nie. Z przyjacielem. Wabi się Bestia.
– Jilly, jak myślisz, czy to jest prawdziwa bestia?
– No, nie wiem… Wydaje mi się, że to może być mieszaniec.
Zane spojrzał na nią spod oka i mrucząc coś na temat ojca Robbie'ego, skręcił w wąską drogę prowadzącą pod sam dom.
Kiedy znaleźli się bliżej, Jill zauważyła, że przy bocznej ścianie budynku stoi pokaźna sterta desek.
– Zewnętrzna część domu została wykończona dwa lata temu – wyjaśnił, widząc jej zaciekawione spojrzenie. – Ostatnio zabrałem się za urządzanie wnętrza. No dobrze, teraz proponuję, żeby poszła pani przywitać się z moim – tu zawahał się chwilę – mieszańcem. Kip i ja wyjmiemy tymczasem bagaże.
– Nie – zaprotestowała, z trudem zbierając w sobie odwagę. – Wydaje mi się, że jako nie zapowiedziany gość powinnam najpierw zabrać się do pracy. Dopiero potem przyjemność.
Zane uśmiechnął się z przekąsem.
– Nie chciałbym, żeby była moją nauczycielką – szepnął do ucha Kipowi, wystarczająco głośno, by Jill mogła to usłyszeć. – Jest zbyt bystra, to mnie przeraża.
– A nie mówiłem! – wykrzyknął chłopiec z przejęciem.
Jill patrzyła z uśmiechem, jak Zane i Kip szepczą na boku, i nie mogła oprzeć się myśli, że w innych okolicznościach ten człowiek nie zaprosiłby ich zapewne do swojego domu. Nie byłoby ich tu, gdyby pilot stwierdził, że warunki atmosferyczne są dostatecznie dobre, aby wrócić do Ketchikan.
Zwykły zbieg okoliczności?
Niekoniecznie. Zane Doyle nie przypadkiem był szefem wielkiej korporacji. Na długo zanim usłyszał nazwisko Mongrief, szósty zmysł z pewnością podpowiadał mu, że z przybyciem tej dwójki wiąże się jakaś zagadka. Zdecydowany rozwiązać ją za wszelką cenę, nie tylko wykorzystał śmierć żony jako sposób na wybrnięcie z kłopotliwej sytuacji, ale także pozwolił im wtargnąć do swojej samotni, do której nikt inny nie miał wcześniej wstępu.
