— Wiedźma i jej potworny dzieciak — powiedział drugi. — Niech idą!

Mężczyzna w skórzanej czapce i kaftanie przez chwilę stał, patrząc za nimi. Widać było, że ma ochotę pójść ich śladem. Pozostali jednak zbierali się do drogi, któryś krzyknął: „Chodź, Handy” i ruszyli przed siebie.

Kiedy Goha i Therru zniknęły za zakrętem drogi, przyśpieszyły kroku. Kobieta wzięła dziewczynkę na ręce i niosła ją przez jakiś czas. Zmęczyła się jednak szybko, postawiła dziecko na ziemi i znowu szły trzymając się za ręce, najszybciej jak mogły.

— Jesteś czerwona — powiedziała Therru. — Jak ogień. Mówiła rzadko i niewyraźnie, bardzo chrapliwym głosem, ale Goha potrafiła ją zrozumieć.

— Jestem zła — odrzekła Goha z pewnym rozbawieniem. — Kiedy jestem zła, robię się czerwona. Jak wy, czerwoni ludzie, wy barbarzyńcy z zachodnich krain… Spójrz, przed nami jest miasteczko, to będzie Oak Springs. To jedyna miejscowość przy tej drodze. Zatrzymamy się tam i odpoczniemy chwilę. Może dostaniemy trochę mleka. A potem, jeśli będziemy mogły iść dalej, jeżeli będziesz pewna, że możesz iść dalej aż do Sokolego Gniazda, to pójdziemy i znajdziemy się tam przed zmrokiem.

Dziewczynka skinęła głową. Zjadła trochę rodzynek i orzechów i podjęły mozolną wędrówkę.

Słońce dawno już zaszło, kiedy dotarły do miasteczka i do domu Ogiona na szczycie urwiska. Nad morzem migotały już pierwsze gwiazdy. Chłodny wiatr kołysał niskimi trawami. W oknie małego domu drżało nieśmiałe światełko. Gdzieś na pastwisku zabeczała koza.

Goha postawiła oba kije przed wejściem i zapukała. Nikt nie odpowiedział.

Pchnęła drzwi. Ogień w palenisku wygasł, ale lampka oliwna stojąca na stole rozsiewała dookoła nikły blask. Z siennika w kącie izby dobiegł zmęczony głos Ogiona:

— Wejdź, Tenar.

3. OGION



13 из 194