
— Nauczyłaś się sztuki uzdrawiania na szczycie góry, prawda? — Ból, wstyd i wściekłość przemawiały przez Lark, żebrzącą o pomoc.
— Nawet Ogion nie potrafiłby jej uzdrowić — rzekła wdowa.
Lark odwróciła się i zapłakała. Goha objęła ją i pogłaskała po siwych włosach.
Czarownica Ivy nadeszła z kuchni, posyłając w stronę Gohy gniewne spojrzenie. Mimo, że wdowa nie rzucała uroków i nie używała zaklęć, mówiono, że kiedy po raz pierwszy przybyła na wyspę Gont, mieszkała w Re Albi jako wychowanka maga i że znała Arcymaga z Roke. Bez wątpienia władała obcymi i tajemniczymi mocami. Zazdrosna ojej przywileje czarownica podeszła do łóżka i zaczęła się przy nim krzątać. W małej miseczce uformowała kopczyk z ziół i wstawiła to do ognia. Cuchnący dym zmusił dziewczynkę do kaszlu. Przebudziła się. Leżała teraz oddychając z trudem, a jej zmaltretowanym ciałkiem wstrząsały konwulsje.
Zdrowym okiem spojrzała na Gohę. Ta podeszła, ujęła lewą dłoń dziecka i powiedziała w swojej rodzimej mowie:
— Służyłam im i odeszłam od nich. Ale nie pozwolę, by zabrali ciebie.
Dziecko patrzyło przed siebie i z trudem próbowało oddychać.
2. W DRODZE DO GNIAZDA SOKOŁA
Ponad rok później, kiedy po Długim Tańcu noce stały się krótkie, a dni upalne, drogą wiodącą do Doliny Środkowej nadszedł posłaniec, rozpytujący o wdowę imieniem Goha. Ludzie z wioski wskazali mu ścieżkę i późnym popołudniem dotarł na Dębową Farmę. Był to mężczyzna o ostrych rysach i bystrych oczach. Spojrzał na Gohę, potem na owce w zagrodzie i powiedział:
— Ładne jagnięta. Mag z Re Albi posyła po ciebie.
— Wysłał ciebie? — zapytała Goha tonem pełnym niedowierzania i rozbawienia. Kiedy Ogion jej potrzebował, potrafił znaleźć lepszych posłańców — orła lub tylko głos wymawiający jej imię.
Mężczyzna skinął głową.
— Jest chory — oznajmił. — Czy chciałabyś sprzedać któreś z jagniąt?
