— Mogłabym. Porozmawiaj z pasterzem, jeśli chcesz. Jest tam, przy płocie. Czy masz ochotę na kolację? Możesz zostać tu na noc, ale ja ruszam w drogę.

— Dziś wieczorem?

Tym razem w jej lekko pogardliwym spojrzeniu nie było rozbawienia.

— Nie będę czekać z założonymi rękami — odparła. Przez chwilę rozmawiała ze starym pasterzem imieniem Clearbrook, a potem odwróciła się i poszła w stronę domu. Posłaniec podążył za nią.

Weszli do kuchni. Na widok gościa dziewczynka, której się przyglądał, szybko odwróciła wzrok od podawanego jej mleka, chleba, sera i zielonej cebuli. Odeszła nie mówiąc ani słowa.

Wkrótce przygotowały się do podróży, zabierając jedynie lekkie skórzane tobołki. Posłaniec wyszedł za nimi i wdowa zamknęła dokładnie drzwi.

Wyruszyli razem, on — w interesach, gdyż rolę posłańca pełnił przy okazji. Właściwym celem jego podróży był zakup hodowlanego tryka dla władcy Re Albi. Kobieta i dziewczynka pożegnały mężczyznę na rozwidleniu dróg. On poszedł w stronę wioski, a one na północ i potem na zachód podnóżem Góry Gont.

Szły, dopóki nie zapadł długi letni zmierzch. Opuściły wtedy wąski trakt i rozbiły obóz w dolinie nad potokiem, który płynął bystro i cicho, odbijając blade wieczorne niebo pomiędzy zaroślami karłowatych wierzb. Goha urządziła legowisko z suchej trawy i liści wierzby, umieściła na nim dziecko i owinęła je kocem.

— Teraz — rzekła — jesteś kokonem. Rankiem wyjdziesz z niego i będziesz motylem.

Nie rozpalała ognia. Leżała w swoim schronieniu obok dziecka, przyglądała się gwiazdom i słuchała tego, co szeptał strumień. Wkrótce zasnęła.

Kiedy obudziły się w porannym chłodzie przed świtem, Goha rozpaliła niewielkie ognisko i podgrzała miskę wody, aby przygotować owsiany kleik dla dziecka i siebie. Mały, drżący motylek wyszedł ze swego kokonu. Goha ochłodziła miskę w pokrytej rosą trawie tak, aby dziecko mogło ją utrzymać i pić z niej. Wschód jaśniał ponad wysoką, ciemną krawędzią góry, kiedy wyruszyły w dalszą drogę.



5 из 194