Claire odwróciła głowę i ramiona, po raz pierwszy patrząc wprost na Conningtona.

— Czyżbyś chciał mnie do czegoś zachęcić, Connie? — spytała słodkim głosem.

Jakiś cień przebiegł przez twarz Conningtona.

— Doktor Hawks przyszedł tutaj w interesach — powiedział.

— Każdy zawsze załatwia jakiś interes — odcięła się Claire. — Każdy, kto jest coś wart. Każdy czegoś chce. Czegoś, co jest ważniejsze od wszystkiego innego. Czyż nie tak, Connie? A teraz ty pilnuj swoich interesów, a ja zajmę sie swoimi. — Wróciła wzrokiem do Hawksa w chwili, gdy się tego nie spodziewał. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. — Jestem pewna, że Ed da sobie radę sam — powiedziała.

Connington zaczerwienił się, poruszył ustami, jakby chciał coś powiedzieć, odwrócił się na pięcie i odszedł. Claire Pack uśmiechnęła się zagadkowo do siebie.

Hawks pociągnął whisky.

— On już nie patrzy. Może pani zdjąć rękę z mojej nogi.

Uśmiechnęła się leniwie.

— Connie? Pastwię się nad nim, żeby mu sprawić przyjemność. Przyjeżdża tu stale, odkąd poznał Ala i mnie. Rzecz w tym, że nie może tu przyjeżdżać sam. Z powodu zakrętu na ścieżce. Mógłby, gdyby zrezygnował z tego wielkiego samochodu, albo gdyby przyjechał z kobietą, która by mu pomogła. Ale on nigdy nie zabiera kobiety i nie chce zrezygnować ani z tego samochodu, ani z butów. Dlatego za każdym razem przyjeżdża z innym mężczyzną. — Uśmiechnęła się. — Sam się o to prosi, rozumie pan? On to lubi.

— A ci mężczyźni, z którymi przyjeżdża? Czy rzeczywiście przeżuwa ich pani i wypluwa?

Claire odrzuciła głowę do tyłu i wybuchnęła śmiechem.

— Są różni mężczyźni. Jedyni, którzy są warci, żeby się nimi zajmować, to ci, którzy nie dają się załatwić za pierwszym razem.



15 из 153