
Goram przyglądał się budynkowi, w którym, jak głosił szyld, dawniej znajdowała się kawiarnia.
– Ktoś musiał tutaj zostać dłużej – powiedział. – Ale i on w końcu odszedł, widać ślady stóp i koleiny w błocie. Odjechał, czy odjechali, na południe.
– Tak, na południe wiedzie kręta ścieżka, widzieliśmy ją z powietrza! – zawołała Lilja z zapałem. Bardzo chciała czasami włączyć się do rozmowy, powiedzieć coś inteligentnego.
– Zgadza się – przytaknął Goram. – Uff, takie osady duchów nie są niczym zabawnym. Zostańmy tutaj, ale prześpijmy się w gondoli na skraju zabudowań. Nie najlepiej się czuję wśród tych ponurych domów.
Co do tego wszyscy byli zgodni.
Stopy zostawiały głębokie ślady w czarnym gnoju, kiedy wracali do gondoli.
– Musiało porządnie chlapać – powiedział Dolg.
– Masy ziemi zmieszały się przecież z morską wodą, dzięki czemu wszystko miało znacznie większą siłę rozrzutu – wtrącił Goram.
– Potworne – jęknęła Lilja.
Ciepło panujące w gondoli, czystość tego wnętrza działały kojąco i na ich ciała, i na dusze. Powoli kładli się spać. Lilja zawsze sypiała w przedniej części gondoli, Dolg pośrodku, a Goram z tyłu.
Dolg zasnął natychmiast, gdy tylko przyłożył głowę do poduszki, Lilja i Goram długo przewracali się z boku na bok.
Jest coraz gorzej, myślał Goram. Wszystkie moje uczucia, całe moje życie skupia się przy niej. A ona leży tutaj, mała i krucha, jej ciało jest takie delikatne i ciepłe, pięknymi dłońmi zakrywa twarz. Oczy przymknięte, usta, te jej pięknie ukształtowane usta wydają się takie dziecinne, kiedy śpi…
Nic z tego nie odpowiadało prawdzie, to tylko fantazja Gorama. Lilja leżała i wsłuchiwała się w jego oddech. Mieli za sobą już wiele takich nocy, ale intensywność atmosfery między nimi, to psychiczne i erotyczne napięcie stawało się coraz silniejsze, mimo że oboje starali się je zdławić.
