
Chociaż może Lilja nie walczyła specjalnie zaciekle, ona bardziej tęskniła.
W końcu Goram musiał zażyć tabletkę nasenną, żeby choć trochę odpocząć.
Lilja jeszcze przez jakiś czas leżała, nie śpiąc.
Wiatr z tundry hałasował jakimś źle zamkniętym oknem gdzieś w pobliżu. Brzmiało to jak upiorny śmiech.
W nastroju przygnębienia wyruszyli w dalszą drogę ku zachodowi. Wiedzieli, że jeszcze nie dotarli do centrum zanieczyszczeń. Najpierw musieli minąć rozległe ujście rzeki Ob, następnie półwysep Jama!, zwany również Półwyspem Samojedów, w końcu znajda się nad Morzem Karskim. A co ich tam czeka…?
– Ciekawie będzie obejrzeć rodzinne strony Shiry i Mara – powiedział Goram.
– Oczywiście, jeśli tylko okolica nie została doszczętnie zniszczona. Ta cała czarna maź… – wzdychał Dolg. – Zastanawiam się, czy zanieczyszczenia nie objęły terytorium aż do Skandynawii.
Goram popatrzył na mapę.
– To możliwe – powiedział. – Zaczęło się przecież daleko stąd, na półwyspie Tajmyr. Wszystko jednak zależy od tego, skąd wiał wiatr.
– Połączmy się z Markiem i Ramem – zaproponował Dolg. – Powinni się teraz znajdować w norweskich górach.
Nawiązali łączność, odpowiedziała im Indra, która zapewniła, że z żadnymi takimi zanieczyszczeniami nie mają do czynienia.
– To, z czym my się borykamy – mówiła – ma postać rosłych i bardzo nieprzyjemnych członków mafii.
Ram dowiedział się, jak wygląda sytuacja w północnej Norwegii i zameldował, że wszystko jest w najlepszym porządku. Natomiast okazało się, że poważne problemy występują na Półwyspie Kolskim.
– To chyba nie pierwszy raz – powiedział Dolg i zakończył rozmowę.
Miło było zamienić parę zdań z przyjaciółmi. Czuli się dość osamotnieni w tej lodowej krainie dotkniętej teraz niezrozumiałą klęską. Określenie „lodowa kraina” chyba jednak nie bardzo pasowało do sytuacji, wiosna zbliżała się szybkimi krokami.
