
Nareszcie Morze Karskie…
Wyłaniało się przed nimi majestatyczne, ciemnoszare w ten ponury dzień, czerniejące przy brzegach.
– Patrzcie, tam w zatoce jest jakaś wioska! – zawołał Goram. – To pewnie stąd pochodzi Shira. Czy dobrze pamiętam, że jej rodzinna wioska nazywała się Nor?
– Tak, ale w takim razie Mar pochodzi z tamtych gór – stwierdził stanowczo Dolg. – Czy myślicie, że powinniśmy się połączyć z Shirą i Marem?
– Bezpośrednio nam się nie uda – odparł Goram. Możemy jednak przesłać im wiadomość przez Faona.
Tak też zrobili. W chwilę później nadeszła odpowiedź, że Mar i Shira zostaną o wszystkim poinformowani. Duchy niełatwo było znaleźć w Królestwie Światła, na ogół robią one co chcą i niezbyt chętnie informują, gdzie właśnie przebywają.
Tymczasem Goram, Dolg i Lilja zdążyli już wylądować w starej siedzibie Jurat – Samojedów. Po czasach Irovara i Tsu – sij bardzo się ona rozrosła. Tam, gdzie niegdyś budowano jurty z reniferowych skór, później wzniesiono niskie domy wzdłuż prostej ulicy.
W tej chwili jednak wszystko było opuszczone i u mazane czarnym gnojem.
– Patrzcie – powiedział w pewnym momencie Goram. – Zdaje mi się, że z tamtego komina unosi się! cienka smużka dymu.
Wiatr od morza grzmiał i huczał po zaułkach, fale tłukły się o kamienisty brzeg.
– Owszem, to dym – przyznał Dolg. – Idziemy tam.
Przed wejściem do domu stały dwa przestraszone renifery, na spotkanie przybyszom wybiegł skądś! ujadający piesek. Dolg przemawiał do niego spokojnym, cichym głosem i zwierzę prawie natychmiast umilkło, machało zakręconym ogonkiem i obwąchiwało ich.
