Choć nie było już w tych stronach zbyt wielu gatunków zwierząt, to dzikie gęsi i inne morskie ptaki lądowały tu i ówdzie na wybrzeżu, nad rzekami i jeziorkami i troje przyjaciół patrzyło na to z troską, zastanawiając się, czy pisklęta znajdują tu pod dostatkiem pożywienia. Zawsze kiedy udawało im się dojrzeć miejsca nadające się do lądowania, Lilja lub Dolg rozpryskiwali życiodajny eliksir, Goram przeważnie siedział przy sterach.

Nareszcie Morze Karskie…

Wyłaniało się przed nimi majestatyczne, ciemnoszare w ten ponury dzień, czerniejące przy brzegach.

– Patrzcie, tam w zatoce jest jakaś wioska! – zawołał Goram. – To pewnie stąd pochodzi Shira. Czy dobrze pamiętam, że jej rodzinna wioska nazywała się Nor?

– Tak, ale w takim razie Mar pochodzi z tamtych gór – stwierdził stanowczo Dolg. – Czy myślicie, że powinniśmy się połączyć z Shirą i Marem?

– Bezpośrednio nam się nie uda – odparł Goram. Możemy jednak przesłać im wiadomość przez Faona.

Tak też zrobili. W chwilę później nadeszła odpowiedź, że Mar i Shira zostaną o wszystkim poinformowani. Duchy niełatwo było znaleźć w Królestwie Światła, na ogół robią one co chcą i niezbyt chętnie informują, gdzie właśnie przebywają.

Tymczasem Goram, Dolg i Lilja zdążyli już wylądować w starej siedzibie Jurat – Samojedów. Po czasach Irovara i Tsu – sij bardzo się ona rozrosła. Tam, gdzie niegdyś budowano jurty z reniferowych skór, później wzniesiono niskie domy wzdłuż prostej ulicy.

W tej chwili jednak wszystko było opuszczone i u mazane czarnym gnojem.

– Patrzcie – powiedział w pewnym momencie Goram. – Zdaje mi się, że z tamtego komina unosi się! cienka smużka dymu.

Wiatr od morza grzmiał i huczał po zaułkach, fale tłukły się o kamienisty brzeg.

– Owszem, to dym – przyznał Dolg. – Idziemy tam.

Przed wejściem do domu stały dwa przestraszone renifery, na spotkanie przybyszom wybiegł skądś! ujadający piesek. Dolg przemawiał do niego spokojnym, cichym głosem i zwierzę prawie natychmiast umilkło, machało zakręconym ogonkiem i obwąchiwało ich.



21 из 163