
Najwyraźniej pierwszą próbę przeszli pozytywnie.
Zapukali do wewnętrznych drzwi. Po chwili ktoś je ostrożnie uchylił i ukazała się pomarszczona męska twarz.
Dolg podjął rozmowę, zdawał sobie w pełni sprawę, że nawet Lilja musi się staremu wydawać istotą egzotyczną, nie mówiąc już o Goramie i nim samym.
W końcu jednak drzwi otworzyły się nieco bardziej i goście zostali wpuszczeni do środka. Strach panował w tym małym, mrocznym pomieszczeniu, to wyczuwali od pierwszej chwili.
Stary opowiedział, że nie mógł pójść z innymi, kiedy opuszczali osadę, musiałby bowiem zostawić swoją obłożnie chorą żonę.
I rzeczywiście, na łóżku zauważyli mały, również przerażony tłumoczek. Goram bez słowa wyszedł na dwór, po części dlatego, by jeszcze bardziej nie przerażać starca swoim niezwykłym wyglądem, po części też i po to, by oczyścić kawałek ziemi i przygotować pastwisko dla reniferów. Były bowiem okropnie wychudzone.
Tymczasem Lilja i Dolg rozmawiali ze starym Samojedem. W izbie panował zaduch, czuło się dym, niewyprawione futra i mokrą skórę oraz zapach chorego człowieka. Można to było jednak wytrzymać, to przynajmniej ludzka atmosfera.
Dolg wypytywał o Shirę i Mara, o Irovara i innych, którzy żyli tutaj przed wiekami. Czy stary może o nich słyszał?
– O, tak – rozjaśnił się gospodarz w szczerym uśmiechu. – Shira… to jedna z naszych najpiękniejszych legend. To wy też ją znacie?
Dolg nie mógł tak po prostu powiedzieć, że spotykają się z Shirą i z Marem dość regularnie, to by starego mogło przerazić, bąknął więc tylko, że legenda jest w jego kraju popularna.
– I jest prawdziwa – dodał na koniec.
Staremu bardzo się to spodobało. Zaprosił gości na suszone mięso reniferowe oraz twardą skórę wieloryba, którą trzeba było krajać na maleńkie kawałki, żeby w ogóle móc ją przełknąć. Wrócił Goram i z dumą poprosił gospodarza, by wyjrzał przez okno.
