
Troje przybyszów spoglądało po sobie. O takich wydarzeniach słyszeli już przedtem.
Chociaż Lilja starała się do tego nie dopuścić, to jakoś tak się stało, że znalazła się tuż obok Gorama, a jego bliskość zupełnie ją rozpraszała. Jego ciepło, każde jego dotknięcie sprawiało, że nie była w stanie się poruszać. Czuła mrowienie pod skórą i gorąco w dziwnych miejscach.
Gospodarz opowiadał dalej:
– Po tym przez wiele dni spadały na ziemię deszcze brudnej ziemi i kamieni, cała osada została pogrzebana w błocie, nie było jedzenia ani dla ludzi, ani dla zwierząt. Najsilniejsi mężczyźni starali się jakoś z tego wyjść i pewnie by im się udało, gdyby nie inna sprawa…
Oczy starego stały się dzikie ze strachu, musiał przerwać, otworzył drzwi, żeby zaczerpnąć powietrza.
Jego żona skuliła się na posłaniu, a trójka gości siedziała zdumiona, absolutnie nie przygotowana na to, co miało nastąpić.
5
– Co się stało? – zapytał Goram.
Z pewnością zauważył, że siedzą z Lilja bardzo blisko siebie, ale się nie odsunął. Lilja nie była w stanie rozstrzygnąć, czy sam chciał tak siedzieć, czy też czynił to z szacunku dla niej.
Niedużego wzrostu Samojed wrócił na swoje miejsce.
– No właśnie, okazało się, że podczas wybuchu z morza wydobyło się jeszcze coś.
Wiatr na dworze zawodził, ściany domu skrzypiały.
– Co takiego? – zapytał Dolg, gdy milczenie się przedłużało za bardzo.
– Tego nie wiem – szepnął stary. – Ludzie gadali jednak, że trzy różne… istoty zamieszkały w górskiej rozpadlinie i że porywają ludzi oraz zwierzęta z innych, bliżej gór położonych wiosek. Czterej nasi najdzielniejsi ludzie poszli tam uzbrojeni w kije i długie noże. Wrócił tylko jeden i nie był w stanie zdać sprawy z tego, co widział. Był jak szalony, wrzeszczał przeraźliwie i zamknął się na cztery spusty, nikogo nie chciał widzieć.
