
Goram poczuł się winny. No właśnie, jak często przygląda się Lilji ukradkiem?
Uwielbiał każdy jej gest, każdy wyraz twarzy, najlżejszą zapowiedź uśmiechu.
Kątem oka zauważył, że na ekranie pojawiła się wiadomość.
Przeczytał. Shira i Mar zostali zlokalizowani. Znajdują się na Ziemi i dlatego tak trudno było się z nimi skontaktować. Pomagają jednej z grup, która ma poważne problemy, ale gdy tylko skończą, natychmiast przybędą nad Morze Karskie.
O jakiej to grupie mowa? zastanawiał się zatroskany Goram. Już otworzył usta, by zapytać Lilję, ale zmitygował się. Pewnie śpi, nie chciał jej budzić, praca jest taka ciężka i wymagająca, że powinna wypocząć.
Poszedł na swoje miejsce w tylnej części gondoli. Pragnął, by Dolg wrócił jak najszybciej. W kabinie było nieznośnie gorąco, kiedy znajdowali się tu sami z Lilja.
Silniejszy poryw wiatru szarpnął pojazdem, ale przecież nic im nie groziło. Goram wyjrzał tylko przez okienko, żeby się upewnić, czy mała gondola wciąż jest porządnie przymocowana, po czym położył się spać.
Leżał i patrzył na Lilję, odwróconą do niego plecami. Wszystkie lampy zostały pogaszone, migotały tylko światełka na tablicy rozdzielczej. Arktyczna wiosenna noc była jednak taka jasna, że widział zarys dziewczęcego ciała nawet w tym mdłym blasku, który wpadał przez okrągłe okienka.
Na dworze nawoływały się dzikie gęsi. Jak to Dolg recytował: „Jaka to tęsknota w wiosenną noc gna na północ ten ptasi klucz?”
Tęsknota Gorama była inna. Wzniosła i uduchowiona. Tak to w każdym razie odczuwał.
Mimo to przeżywał też fizyczną udrękę. Kodeks elity Strażników Świętego Słońca zakładał, że wszelkie pragnienia seksualne muszą być poświęcone dla wyższych celów: należący do elity Strażnik żyje wyłącznie dla Świętego Słońca i tylko jemu służy ze wszystkich swych sił. Również tak zwane samozaspokojenie uważane było za niegodne, energię należy zużywać w inny sposób, kierować ją na inne tory.
