Goram zdławił westchnienie. Łatwo tak mówić tym, którzy ustanawiali reguły. Oni nie mieli przy sobie małej Lilji, która leży oto obok, taka strasznie pociągająca. Ugaszenie udręki przez samego siebie też było niemożliwe w ciasnej gondoli, Lilja mogłaby się obudzić i zastanawiać, co się dzieje.

Nareszcie wrócił Dolg, rozebrał się i położył do łóżka. Powinno się być takim jak on, bezpłciowym, niewrażliwym na obecność kobiet. Goram i Dolg powinni się zamienić…

Nigdy przedtem Goram nie miał żadnych problemów ze swoją płcią. Taki był dumny, że został wybrany na elitarnego Strażnika, z takim zapałem oddawał się swemu powołaniu, że sprawy płci nie miały dla niego najmniejszego znaczenia i traktował to jako coś naturalnego.

Dopóki nie spotkał Lilji. Bo wtedy natura upomniała się o swoje.

W końcu udało mu się zasnąć. I miał najbardziej podniecający sen w życiu. Zresztą, czego innego mógłby się spodziewać?

On, który nigdy nie był na polowaniu, znajdował się na jakimś rozległym, pokrytym śniegiem pustkowiu. Wołał swoich przyjaciół, należących do elity Strażników, ale jego głos odbijał się od nagich, również białych skał.

Nagle coś obok niego przebiegło. Czy to drapieżnik?

Goram zaczął ścigać zwierzę. Biegł tak lekko, jakby miał skrzydła, prawie leciał ponad białą ziemią. Teraz nie widział już zwierzęcia, słyszał natomiast przed sobą jego przerażający, świszczący oddech i biegł dalej z mocnym postanowieniem, że musi je schwytać.

Nie miał broni. Mimo to myślał o upolowaniu zwierzęcia, czuł się niczym ogarnięty wściekłością jaskiniowiec, który za wszelką cenę pragnie dopaść swoją zdobycz.

Głos zwierzęcia był coraz wyraźniejszy i nagle Goram znalazł się tuż przed nim. Bez namysłu rzucił się na zwierzę i…

To nie był drapieżnik. To Lilja, z przerażonym, błagalnym wzrokiem. Kiedy jednak oplótł ją ramionami, uspokoiła się i mógł robić z nią, co chciał.



28 из 163