
To było cudowne, naprawdę cudowne, nigdy jeszcze nie przeżył niczego takiego.
Ocknął się nagle z bolesną świadomością, że nie jest w pomieszczeniu sam.
Cóż on wyprawia!
Ale Dolg i Lilja spali spokojnie. Goram nasłuchiwał chwilę dla pewności, potem odetchnął wolno z ulgą i wymknął się do małej kabiny prysznicowej w ich tak zwanej łazience. Było tam tak mało miejsca, że podczas kąpieli należało siedzieć na ławeczce przytwierdzonej do ściany, mimo to urządzenie bardzo się przydawało. W obawie, że szum wody obudzi przyjaciół, Goram umył się pospiesznie. Pod wieloma względami poczuł się oczyszczony, a ponieważ wiedział, że teraz już nie zaśnie, ubrał się bezszelestnie i wymknął na dwór.
Chłodny wiatr od bieguna studził jego rozpaloną twarz.
Wybacz mi, Święte Słońce, prosił w duchu. Nie pragnąłem tego, co przydarzyło mi się we śnie.
Ale sen bardzo mu pomógł, złagodził największe napięcie. Naciągnął więc podszyty futrem kaptur na nie do końca wysuszone włosy i głęboko oddychał polarnym powietrzem.
Było jeszcze bardzo wcześnie, wciąż trwała noc, ale rozwidniło się na dobre. Ptaki morskie i lądowe nawoływały się ochrypłymi głosami. Goram szedł przez jakiś czas po łące, na której kwiaty stały jeszcze pozamykane po nocy, a trawę pokrywała zimna rosa. Ale nigdzie ani śladu czarnego błota. Eliksir Madragów, w skład którego wchodzi również jasna woda, skutecznie usunął resztki złej mazi. Zresztą może to nawóz dla roślin?
Trudno powiedzieć.
Myślami powrócił do własnych problemów.
Może powinienem się wstydzić? Ale sen był taki cudownie piękny…
– O ty, Święte Słońce, przykro mi, ale kocham ją teraz jeszcze bardziej. Naprawdę jest mi pod wieloma względami o wiele bliższa.
Czy o to chodziło?
6
Lilja otworzyła oczy, może przez sen słyszała skrzypnięcie drzwi, kiedy Goram wychodził?
