Trudno było rozmawiać, musieliby do siebie krzyczeć, dali więc spokój. Zresztą powinni chyba wracać, starzy zbudzą się i będą może zaniepokojeni. Szli właśnie do gondoli, kiedy Lilja przystanęła.

– Ciii! Co to było?

Obaj mężczyźni również zwrócili uwagę na coś dziwnego. Ptaki zamilkły.

Odwrócili się wszyscy. Na niebie nie było widać ani jednego ptaka. Zdążyli jednak zauważyć, że coś pospiesznie ukrywa się między skałami na brzegu.

– Co u licha…? – mruknął Dolg. Goram popatrzył na Lilję.

– Powiedziałaś „Ciii! Co to było”, prawda? Czy miałaś na myśli ptaki?

– Nnnie – odparła. – Chociaż tak, ale najpierw słyszałam też inny dźwięk.

– Który sprawił, że ptaki umilkły?

– Na to wygląda.

– Opisz tamten dźwięk – poprosił Dolg.

Lilja zamyśliła się.

– To nie był jeszcze jeden krzyk pośród wrzasków ptactwa. To było… – dziewczyna zadrżała. – To było straszne, okropne! Jakby złowieszcze wycie przenikające człowieka na wskroś. Dochodziło jednak z bardzo daleka, trudno to określić czy opisać dokładniej.

– Bardzo sugestywnie to wyrażasz, Liljo – powiedział Dolg, a ona pokraśniała z dumy, słysząc jego pochwałę. – My z Goramem właśnie rozmawialiśmy i nie dosłyszeliśmy tego. Ptaki natomiast usłyszały.

– Skąd dochodził ów odgłos? – zapytał Goram.

Lilja rozejrzała się wokół, wszyscy troje jednak wiedzieli, w którą stronę się zwróci.

I rzeczywiście, pokazała na góry widniejące od wschodu. Tam, gdzie niegdyś znajdowało się Taran – gai. Teraz to tylko odnoga Uralu.

Stali przez jakiś czas i nasłuchiwali, nie usłyszeli jednak nic więcej. Lilja okropnie marzła, bo teraz Goram, zajęty czym innym, puścił jej rękę, a ona nie śmiała prosić o więcej.

– Patrzcie, pies biegnie – powiedział Dolg. – To znaczy, że nasi staruszkowie wstali. Chodź, chodź, mały przyjacielu!



33 из 163