
Piesek machał radośnie swoim zakręconym ogonkiem, kołysząc się, biegł im na spotkanie.
– Widzisz, Liljo, idzie do ciebie, bo to ty rzucałaś mu wczoraj pod stół kawałki wielorybiego mięsa.
Zachichotała onieśmielona.
– Było takie okropnie twarde, nie mogłam pogryźć. Uff, chodźmy stąd! Wiatr znad Oceanu Lodowatego przenika mnie do szpiku kości!
Chata staruszków znajdowała się w okropnym stanie, wobec czego Goram zaofiarował się, że to i owo naprawi w podzięce za ich gościnność. Gospodarz przyjął jego propozycję z wdzięcznością, nie jest już taki sprawny jak w młodości, przyznawał. Żona czuła się tego dnia znacznie lepiej, mogła nawet z jego pomocą poruszać się po domu.
Dolg miał sporo pracy na pokładzie gondoli, trzeba było posprawdzać i naprawić aparaturę. Lilja też wzięła się za prace domowe, pozmywała po śniadaniu i chciała trochę posprzątać.
Od czasu do czasu zerkała ukradkiem na syna czarnoksiężnika.
Dolg zawsze odnosił się do niej życzliwie, ale był jakby nieobecny myślami. Ona mu się nie naprzykrzała, zresztą nie bardzo pojmowała, jaką rolę odgrywa w kręgu przyjaciół. Był to samotnik, typ outsidera, choć to może zbyt banalne słowa na określenie człowieka tak niezależnego, żyjącego według własnych zasad, niezwykłego.
Nigdy nie było wiadomo, co Dolg myśli ani co jest przyczyną smutku w jego wzroku. Nagle Lilja przypomniała sobie ten zmierzch na półwyspie Kamczatka i fragment wiersza, który Dolg recytował: „Jaka to tęsknota w wiosenną noc gna na północ ten ptasi klucz?”
Wtedy była zajęta sobą i Goramem. Swoją tęsknotą i jego, tą, którą mogła wyczytać w spojrzeniu ukochanego. Myślała też o tym jakimś pięknym wezwaniu, które każe dzikim gęsiom lecieć na zimną północ.
Teraz patrzyła na to inaczej. Teraz zastanawiała się nad sytuacją Dolga. Myślała o niewiarygodnym smutku i samotności w jego głosie, kiedy recytował tamte strofy. O jego przejmującej tęsknocie, o której przyczynach nikt nie pamiętał. Czego ona dotyczy? Za czym Dolg tak tęskni?
