
Dolg jej nie dotknął, ale miała wrażenie, jakby położył rękę na jej dłoni, by dodać jej otuchy.
– Nie smuć się, moja mała! Dane ci jest coś wspaniałego i wielkiego, kochasz kogoś i on ciebie kocha.
Delikatność, zrozumienie, a zarazem ból w głosie Dolga sprawiły, że z oczu Lilji pociekły łzy.
– Ale to strasznie boli, kochać na odległość, nigdy nie móc mu powiedzieć o swoich uczuciach, nigdy mu tego nie okazać.
– Mogę to zrozumieć, chociaż nie do końca. Wiem, że ludzie odczuwają do siebie nawzajem pociąg, że łączą się, by przeżyć ze sobą całe życie, wiem, że to jest właśnie coś, czego ja nie mam, ale nie potrafię sobie wyobrazić, jakie uczucia temu towarzyszą. Marco i ja często filozofujemy na ten temat, no ale teraz znowu jestem sam, bez niego.
Czy to stąd się bierze jego smutek? Że jest kimś, kto stoi jakby na zewnątrz normalnego, ludzkiego życia? Że nigdy nie będzie mógł nikogo kochać?
Jakie to musi być dziwne, rozmyślała naiwnie. Nie była w stanie wczuć się w taką sytuację.
– Czy to właśnie za tym tęsknisz? – zapytała cicho.
Długo na nią patrzył. Kompletnie czarne oczy, jego lemuryjskie dziedzictwo, sprawiały, że zakręciło jej się w głowie. Nie zaczaruj mnie teraz, synu czarnoksiężnika, myślała. Nie doprowadzaj mnie do tego, bym zemdlała i upadła na podłogę lub zapadła w sen czy zrobiła coś równie niemądrego!
A właściwie to dlaczego wszyscy nazywają Dolga synem czarnoksiężnika, skoro on sam jest co najmniej równie wytrawnym czarnoksiężnikiem? Chociaż nie tego samego rodzaju, co jego ojciec, Móri.
– Dlaczego uważasz, że ja tęsknię?
Lilja patrzyła niepewnie. Czyżby powiedziała coś niestosownego? Dolg sam odpowiedział na swoje pytanie:
