
– Owszem, masz rację. Ale ja nie mogę o tym rozmawiać.
– Przepraszam – szepnęła.
– Och, kochanie, nie zrozumiałaś mnie. Ja nie mogę o tym rozmawiać z nikim, nawet z Markiem, to zbyt… skomplikowane!
Wyjrzał na moment przez okno i odetchnął głęboko.
– Ja wiem, że jest coś, co mnie bardzo pociąga. Rozpaczliwie za tym tęsknię, ale nie jestem w stanie sprecyzować, co to jest.
– Czy mogę ci zadać bardzo osobiste pytanie?
– Naturalnie!
– To chyba nie jest… śmierć? To znaczy, kiedy myślisz, kim jesteś?
Uśmiechnął się leciutko.
– Nie, to nie to. To coś bardziej… subtelnego. Coś, co ma związek z pochodzeniem. A zarazem coś więcej. Nie potrafię tego opisać. Ufam jednak, że pewnego dnia to odnajdę.
– Ja też mam taką nadzieję – szepnęła Lilja i nie przejmowała się już tym, że łzy spływają jej po policzkach.
– Goram to szczęśliwy mężczyzna – rzekł Dolg ciepło. – On tylko nie wie, co jest dla niego najlepsze. Myślę, że w końcu odzyska rozsądek. A teraz chyba do nas wraca.
Wstali, Lilja pospiesznie otarła łzy.
– Wiesz co, Dolg – powiedziała, pociągając nosem. – Są w tej podróży chwile, których nigdy nie zapomnę. Takie, jak tamten wieczór na Kamczatce. Albo jak ta rozmowa z tobą. I dziś rano, kiedy szliśmy brzegiem morza. To niezwykłe, że mogę te chwile przeżywać z tobą i z Goramem. Najpiękniejsze chwile mojego życia… sama nie wiem, jak mam je określić.
– Cieszę się, że zamiast Armasa jest z nami Goram – wyznał Dolg. – Armas nie był dla ciebie miły.
– E, niegrzeczny też nie był, po prostu nie zwracał na mnie uwagi. Rzeczywiście było mi z tego powodu przykro.
– Rozumiem. Wiem, że z Goramem też masz kłopoty, ale chyba wolisz go mimo wszystko?
– Milion razy! – zawołała Lilja rozgorączkowana. – To wielkie szczęście, że mogę być z wami dwoma!
– Dziękuję ci – roześmiał się Dolg i otworzył Goramowi drzwi.
Teraz każdy dzień Lilji był piękny i radosny z powodu miłości do Gorama, ale też pełen rozpaczy, że musi się tak obojętnie uśmiechać do ukochanego i nie może mu powiedzieć tego wszystkiego, co w niej aż goreje.
