
Jeśli tylko potrafimy rozprawić się z tym, co was śmiertelnie wystraszyło, zakończyła Lilja niezbyt optymistycznie swoje rozmyślania.
Gondola leciała teraz wolniej. Na chybił trafił zaczęli przeszukiwać zbocza gór, choć nie bardzo przecież wiedzieli, czego szukają.
Nie było na czym się oprzeć. Tylko jakieś pogłoski o trzech strasznych bestiach, o zagrożeniu, jakimś dalekim wyciu, które sprawia, że ptaki milkną i szukają schronienia.
Nawet gest starego, kiedy pokazywał „w tamtą stronę”, był dość niepewny.
Latali tam i z powrotem ponad niższymi szczytami. Przeszukiwali wąwozy, łączyli się z Faronem i przedstawiali mu swoje koncepcje, on jednak nic nie mógł zrobić z tego miejsca, w którym się znajdował. Mówił tylko, że się z nimi zgadza i że muszą wyjaśnić tę tajemnicę, nim ruszą w dalszą drogę na zachód. Powiedział wyraźnie: „Myślę, że to nasz obowiązek”.
Marco miał własne zajęcia. Podobnie Mar i Shira; z Mórim nie udało im się nawiązać kontaktu, choć próbowali wielokrotnie. Dolg był zmartwiony.
Czuli się wydani na łaskę tych pustkowi, opuszczeni. W tym morzu naturalnego piękna i grozy oprócz nich znajdował się tylko samotny, stary Samojed z żoną, piesek i dwa renifery.
Jeśli pogłoski o trzech strasznych bestiach są prawdziwe, to mała rodzina znajduje się w niebezpieczeństwie. A w takim razie obowiązkiem trojga wysłanników Królestwa Światła jest owo ukryte zagrożenie usunąć. Oglądając się za siebie na miejsce, które przedtem odwiedzili, zyskiwali wspaniałe dowody na działanie swojego eliksiru. Cały teren na wschód od najdalszych krańców Uralu, od gór do ludzkiej siedziby, przy której zaparkowali swoją dużą gondolę, pokryty był bujną roślinnością. Wszystkie czarne zanieczyszczenia zostały usunięte, podobnie śnieg i lód. Nigdy chyba jeszcze tundra nic była taka zielona jak teraz.
Goram wylądował na chwilę, by mogli poczuć atmosferę pięknej krainy, odetchnąć świeżym powietrzem i zebrać myśli.
