Wyszli, usiedli na nagiej skale i wciągali do płuc zapach szpilkowego lasu. Nasłuchiwali.

W tym bajkowym lesie nie było już słychać tarangaiskich flecistów. Magiczny płyn Madragów też tutaj nie dotarł, ziemia była pokryta czarnym błotem.

Taran – gaiczycy, nieszczęśliwi kuzyni Ludzi Lodu zamieszkujący nad Morzem Karskim, wymarli już w osiemnastym wieku. Ani Shira, ani Mar jako obciążeni przekleństwem rodu nie mogli mieć dzieci. Ściśle biorąc, Shira nie mogła ich mieć dlatego, że została wybrana jako ta, która ma pójść do źródła jasnej wody. Mar natomiast dlatego, że znajdował się we władzy Shamy. Był jego najbardziej oddanym pomocnikiem. Później, kiedy walka dobiegła końca i oboje odzyskali wolność, było już za późno. Zostali naznaczeni na całe życie. Dwoje jurackich dzieci, które wzięli na wychowanie, nie miało w żyłach krwi Ludzi Lodu.

– W lesie powinny się teraz znajdować wiosenne ptaki – powiedział Dolg cicho.

Goram i Lilja wytężyli słuch. Cisza była aż gęsta. Ze strachu?

– Ruszamy – zdecydował nieoczekiwanie Goram, jakby w ten sposób pragnął uwolnić się od tej niezwykłej, ciążącej wszystkim ciszy.

Polecieli więc dalej wzdłuż górskiego łańcucha. Lilja musiała przecierać oczy, zmęczyło ją to nieustanne czujne wypatrywanie i nasłuchiwanie.

– Zaczekaj! Zaczekaj! – zawołał nagle Dolg. – Patrzcie w dół! Na te poszarpane zbocza, pokryte zwałami kamieni i brudnym śniegiem. Czy nie widzicie tam niczego dziwnego?

Czegoś, czego tam nie powinno być? Owszem, Goram i Lilja też mieli takie wrażenie, ale nie potrafili powiedzieć, co im w tym krajobrazie przeszkadza.

Goram podleciał bliżej, opuścił gondolę.

Nie powinien był tego robić.

To, co Dolg odkrył, wysoki, nieforemny wzgórek, który nie pasował do terenu, nagle się podniósł, w szalonym tempie rozwinął się w ogromną postać, która zamachnęła się bardzo długą ręką i chciała ściągnąć w dół gondolę. Pojazdem rzuciło gwałtownie.



40 из 163