
W końcu Lilja pojęła, o co chodzi.
– Uważasz, że ktoś mógł próbować, ale został zatrzymany w pół drogi? W takim razie jednak powinien był umrzeć!
– Większość na pewno. Ale załóżmy, że kilkorgu udało się przeżyć. Że być może zdołali przekroczyć granicę nieśmiertelności i potem już nie mogli umrzeć!
– Troje – rzekła Lilja w zamyśleniu.
– No właśnie – potwierdził Dolg. – I w wyniku eksplozji Marca znaleźli się na powierzchni Ziemi.
Zaległa ponura cisza.
Lilja wpadła na pomysł:
– A gdyby im tak sprawić prysznic? Chlusnąć na nich solidną porcją eliksiru Madragów, przemienić ich w sympatyczne stworzenia.
Dolg westchnął.
– Właśnie przed czymś takim przestrzegali nas i Madragowie, i Marco. Eliksir nie atakuje czystego zła. A ponieważ znajduje się w nim materii pochodząca ze Świętego Słońca, preparat mógłby zadziałać dokładnie odwrotnie. Złe istoty stałyby się jeszcze gorsze.
– Nie, to rzeczywiście niemiłe – rzekła Lilja naiwnie.
– Na szczęście wygląda na to, ze nie doszły dalej niż tutaj – mruknął Goram.
– Na razie spotkaliśmy tylko jednego – ostrzegł Dolg. – Dwa pozostałe mogą się znajdować nawet bardzo daleko stąd.
– Tak, ale wszystko wskazuje na to, że są zależne od wody.
– Tak jest! I właśnie dlatego powinniśmy bardzo dokładnie zbadać wodospad, zobaczyć, czy są tam jakieś ślady.
Goram głośno myślał:
– Może na drodze do źródła, w grotach, znajduje się jakieś podziemne jezioro? Może zostały tam z jakiegoś powodu uwięzione i powoli przekształciły się w stworzenia wodne?
– A czy nie sądzisz, że możliwość wyjścia na zewnątrz nadarzyła się już wtedy, kiedy Shira znajdowała się w grocie jasnej wody? – zapytał Dolg. – Pamiętacie przecież, że Góra Czterech Wiatrów pogrążyła się w morzu i już nigdy nie wyłoniła się na powrót.
