
– To możliwe. Ale żeby troje naraz?
– Czy to, co widzieliśmy, mogło kiedykolwiek być człowiekiem? – protestowała Lilja.
– Niewątpliwie. Zło znajdujące się w grotach, a także w nich samych, dokonało reszty.
Znowu zaległa cisza.
– No… to co teraz zrobimy? – zapytała w końcu Lilja.
Dolg westchnął.
– Nie mamy wyboru, musimy wracać do wodospadu. Uff, co takiego zatrzymuje gdzieś Shirę i Mara?
– Oni też nie mogliby tu zdziałać za wiele – rzekł Goram. – Potrzebujemy pomocy wielu duchów.
– Tak. Tylko że wszystkie duchy są zajęte problemami rozwiązywanymi przez Marca.
– Nie wszystkie – zaprotestował Goram. – Duchy czterech żywiołów pracują w norweskich górach, to prawda, ale pozostały duchy Móriego, po pracy w Zurychu są teraz wolne.
Dolg przeliczał w myśli duchy ojca, zastanawiał się, które mogłyby być tutaj przydatne.
– Owszem, dla kilku z nich znajdzie się u nas zajęcie – rzekł na koniec.
Goram wezwał Farona i otrzymał przygnębiającą odpowiedź, że wszystkie duchy znajdują się na Ziemi, gdzie razem z Shirą, Marem i wieloma innymi szukają Móriego, Berengarii i Armasa, którzy zaginęli!
– Och, nie – jęknęła Lilja.
– No tak – rzekł Dolg ponuro. – To teraz już wiemy, która grupa ma kłopoty.
Lilja i Goram milczeli. Wielka szkoda, że coś się stało z Armasem i Berengaria, najgorsze jednak, że chodzi również o ojca Dolga.
Starali się okazać swemu przyjacielowi jak najwięcej współczucia.
– Nigdy jeszcze nie słyszałem, żeby Faron był taki… poruszony – stwierdził Goram z niepokojem. – To niezrozumiałe zniknięcie całej grupy musiało zrobić na nim głębokie wrażenie.
Dolg, pochłonięty własnymi myślami, nie odpowiadał.
– Podobno Faron zamierzał sam udać się na Ziemię – ciągnął dalej Goram. – W końcu mu jednak odradzono.
