
– To dobrze, bo jako Obcy byłby szczególnie narażony.
Dolg jednak miał własne zmartwienia. Jego ojciec, czarnoksiężnik Móri, nie mógł tak po prostu zaginąć. Już dwa razy do tego dochodziło i zawsze wtedy leżał głęboko pod ziemią, pogrzebany za życia. Nie wolno dopuścić, żeby się to stało jeszcze raz.
Za pierwszym razem sam Dolg, jeszcze jako mały chłopiec, uratował Móriego. W drugim przypadku to Marco tchnął w niego nowe życie.
A gdyby to się miało powtórzyć? Dolgowi pociemniało w oczach, nie był w stanie słuchać toczącej się obok rozmowy.
W końcu dotarło do niego, co zamierzają. Muszą wrócić do zamarzniętego wodospadu, zaczaić się na tę istotę i…
No właśnie, i co?
– Czyście to dobrze przemyśleli? – zapytał.
– Nie – przyznał Goram. – Ale czy masz lepszy pomysł?
Dolg, oczywiście, żadnego pomysłu nie miał. Goram liczył na to, że gdyby prysnęli kroplę eliksiru na lód na wodospadzie, to ona go stopi i wtedy będą mieli lepszy widok.
Dolg spoglądał na ciemne chmury gromadzące się na horyzoncie. Zauważył, że przesuwają się coraz bardziej w ich stronę.
– Czy nie lepiej byłoby wylać tę kroplę z gondoli?
– Owszem – odparł Goram. – Ale w takim razie istota będzie miała czas zniknąć, zanim zdążymy się do niej dostać. Czy też do nich. Są przecież trzy.
Dolg nadal odnosił się do tego sceptycznie, jak bowiem Goram zamierzał podporządkować sobie trzy nieśmiertelne wodne potwory?
– Mamy przecież pistolety ze znieczulającymi nabojami – wyjaśnił Goram.
Dolg pokręcił głową.
– Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. Poza wszystkim nikt absolutnie nie przypuszczał, że na Ziemi napotkamy takie potwory! Naprawdę nieźle wpadliśmy!
Ciężkie chmury wisiały teraz nad ziemią nisko niczym mgła, powoli spowijały las, przez który Lilja, Dolg i Goram mieli przejść. Chmury, jak się okazało, były śniegowe. Śnieg początkowo zaczął padać leciutkimi płatkami, w miarę upływu czasu jednak gęstniał w zadymkę, tłumił głosy ludzi, które brzmiały bezdźwięcznie i głucho jak w tunelu.
